Rozdział 7
Uchyliłam powoli oczy, po czym poczułam silny ból głowy. Podniosłam się i rozejrzałam. Byłam w wielkiej komnacie, gdzie było wiele białych, zaścielonych łóżek pomiędzy którymi stały śnieżnobiałe parawany. Byłam w Skrzydle Szpitalnym.
- Witam Panno Granger. - podskoczyłam na te słowa. Nie słyszałam żeby ktoś tu wchodził - Dobrze, że się panienka obudziła. Zaraz podam Ci lekarstwa. - Powiedziała pielęgniarka i zniknęła za drzwiami swojego gabinetu. Położyłam się ciężko na łóżku. Zamknęłam oczy i starałam sobie przypomnieć skąd tu się wzięłam. Miałam wrażenie, że mój ból głowy przybrał na sile. Leżałam tak dopóki drzwi do Skrzydła Szpitalnego otworzyły się nagle i stanęła w nich ciemnoskóra postać.
- Hej - Powiedział i uśmiechnął się do mnie ciepło - Jak się czujesz?
- Dobrze. Chyba. - Powiedziałam niepewnie.
- To dobrze. Martwiłem się że coś Ci się mogło stać. - Podszedł i usiadł na krześle obok łóżka - Nieźle wczoraj oberwałaś.
Nieźle wczoraj oberwałam? O czym on mówił? Co się wczoraj stało?
Przez chwilę patrzyłam na niego z wypisanym zdziwieniem na twarzy. W końcu wszystko mi się przypomniało. Zaginiona różdżka. Las. Kilku mężczyzn. Patronus. Ból. Ciemnoskóra postać.
-T… - zaczęłam, ale nie mogłam się wysłowić - To ty mnie uratowałeś?
Blaise podrapał się trochę zawstydzony i spokojnym, delikatnym głosem przytaknął.
- Dziękuję - Uśmiechnęłam się do niego promiennie. Odpowiedział mi tym samym. Nagle w mojej głowie pojawiło się pytanie.
- Dlaczego?
- Ale co dlaczego? - zapytał zbity z tropu.
- Dlaczego mnie uratowałeś?
- Muszę bronić dziewczynę, która podoba się mojemu kumplowi. - powiedział i puścił mi oczko.
Spojrzałam na niego zdezorientowana. O czym on mówił? Komu się podobam? On ma mnie bronić? Pilnował mnie przez ten cały czas, jak byliśmy w miasteczku? Nie… To ostatnie odpada. Ale który to kumpel? Nie od dziś wiadomo, że Blaise jest jednym z najbardziej popularnych chłopaków w szkole. Ma setki kumpli! Kiedy już miałam się Go spytać o kogo mu chodziło, Pani Pomfrey weszła i kazała wyjść Zabiniemu. Pożegnał się ze mną i wyszedł zostawiając mnie z głową pełną myśli, jednak zanim zamknął drzwi usłyszałam tylko “Jest cała. Nie martw się tak już” Czyli On tu był! Ten chłopak tu był!
Próbowałam wstać, ale zakręciło mi się w głowie.
- Gdzie kochaniutka wstajesz!? - Powiedziała pielęgniarka - Zostajesz w łóżku. Nigdzie się nie ruszasz.
- Kiedy wyjdę? - zapytałam bez zbędnych komentarzy.
- Jak wydobrzejesz. - powiedziała i wyszła.
Westchnęłam i położyłam się na łóżku. Wpatrywałam się niewidzącym wzrokiem w okno. Dlaczego on mnie obronił? Jestem gryfonką a on ślizgonem. Ale z tego co mówiła Ginny, jest dobrym człowiekiem. Kiedyś był inny. Zawsze nas obrażał. Ciekawe co na niego wpłynęło? Może wojna? Raczej nie… Chociaż? Na każdym odcisnęła jakieś piętno. Zresztą, po śmierci Voldemorta nie było już podziału na czystość krwi. Wszyscy byli równi. Tylko niektóre rodziny nadal wierzyły w tamtą idee. Tacy Malfoy’owie na przykład. Nagle w głowie pojawiła mi się pewna myśl. “Może to Malfoy jest tym jego kumplem”? Nie, to jest niemożliwe. On mnie nienawidzi. - Pomyślałam i pokręciłam głową. Zaśmiałam się gorzko - Zresztą z wzajemnością.
Myślałam jeszcze dość długo, kiedy nagle przede mną zmaterializował się skrzat.
- Przyniosłem Panience obiad. - Skłonił się, po czym zniknął.
Nagle poczułam straszliwy głód. Wzięłam tacę z jedzeniem. Nie dane mi było zjeść w spokoju bo nagle drzwi do Skrzydła odtworzyły się z impetem i wpadła przez nie osoba o rudych włosach.
- Gdzie ona jest!? - Krzyknęła i rozejrzała się po całym pomieszczeniu.
- Panno Weasley, proszę tak nie krzyczeć, to jest szpital! - Powiedziała oburzona Pielęgniarka.
- Dobrze, przepraszam, ale gdzie ona jest!
- Ale o kim pani mówi?
- O Hermionie?! Gdzie jest Hermiona?!
- Tam leży. I proszę już tak nie krzyczeć. - powiedziała magomedyczka wskazując na łóżko za parawanem, po czym poszła do swojego gabinetu.
-Hermiona! Dobrze się czujesz? Nic Ci nie jest? Nic Cię nie boli? Zrobili Ci coś? - pytała Gin, kiedy podbiegła do mnie i oglądała mnie z każdej strony trzymając za ramiona.
- Spokojnie Gin, nic mi nie jest. - uśmiechnęłam się do niej lekko, po czym wróciłam do jedzenia.
- Co się stało? Opowiedz mi wszystko! - powiedziała z troską w głosie Ruda siadając.
-Czy muszę? - jęknęłam, a ona spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym “nie kłóć się ze mną i tak wygram”. Przewróciłam oczami i zaczęłam jej wszystko opowiadać. Od konfrontacji z Malfoy’em, do rozmowy Blaise’a z tajemniczym chłopakiem. Rozmawiałyśmy o nim dość długo i snułyśmy podejrzenia, kim może być ten chłopak.
-No to ja już nie wiem. - powiedziałam i opadłam na poduszki.
- A może… - Zaczęła cicho rudowłosa?
-Mhm? - podniosłam się do pozycji siedzącej mocno zaciekawiona.
- Może to ten nowy?
- Jaki “nowy”?
- Nie poznałaś Go jeszcze? - spytała zdumiona Gin.
- Nie. A ty Go poznałaś? Jaki jest?
-Oh, jest cudowny! Prawdziwy ideał faceta! Przystojny, kulturalny, miły i strasznie seksowny! - zaśmiałam się widząc rozmarzone oczy Ginny - Co najlepsze jest ze Slytherinu i nie jest taki zły jak większość.
A dodatkowo jest z naszego roku, więc będziemy mieli z nim wszystkie lekcje. - Większość osób z mojego roku powtarza klasę, więc teraz mamy zajęcia z młodszym rocznikiem, czyli z rocznikiem młodej Weasley. Dodatkowo mieliśmy lekcje ze Ślizgonami, a Puchoni mieli z Krukonami, aby zażegnać wojnę między domami.
-Czyli będę miała okazję go poznać. - zaśmiałam się, a Ruda mi zawtórowała. Potem przyszła Pani Pomfrey i powiedziała, że to koniec odwiedzin. Pożegnałam się z przyjaciółką i położyłam się. Gadałyśmy z Rudą dość długo, więc po Jej wyjściu było już ciemno. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
Komentarze
Prześlij komentarz