Rozdział 10
Rano obudził mnie budzik Ginny. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, z powodu krótkiego snu i spożytego wczoraj trunku. Mimo że nie wypiłyśmy wiele. Po prostu nie byłam przyzwyczajona do spożywania nawet najmniejszej ilości alkoholu. Z rozdrażnieniem wyłączyłam urządzenie. Zdziwiłam się, że Ruda nawet nie drgnęła na okropny odgłos budzika. Rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie walały się puste butelki oraz opakowania po słodyczach. “Tak jak u nas w salonie” - pomyślałam. Wstałam i poszłam się ogarnąć. Po wyjściu z łazienki szybko posprzątałam w pokoju wszystkie butelki oraz papierki i poszłam do swojego dormitorium. Miałam nadzieję, że spotkam przed śniadaniem Draco. Musiałam z nim porozmawiać o Lizzy. Kim dokładnie była ta dziewczynka? Co ona robiła w Hogwarcie? I co najważniejsze, czemu się rozpłakała?
Liczyłam, że Ślizgon odpowie mi na nurtujące mnie pytania. Kiedy przechodziłam przez Pokój Wspólny Gryffindoru widziałam tylko dwie osoby . Ale cóż się dziwić. Zegar wskazywał kilka minut po szóstej.
Kiedy przyjrzałam się owej dwójce uczniów dostrzegłam, że są uczniami Gryffindoru, których widziałam wczoraj z Ginny i Haroldem w bibliotece.
Siedzieli przy kominku i grali w Eksplodującego Durnia śmiejąc się przy tym perliście.
-Hej - krzyknął do mnie jeden z chłopaków - Grasz z nami? Właśnie zaczynamy kolejną rundę, a z nim samemu to trochę nudno.
Kiedy skończył mówić, brunet uderzył swojego towarzysza w ramię po czym skrzyżował ręce na piersi wydymając wargę i marszcząc brwi.
Wraz z blondynem zaczęliśmy się głośno śmiać. Niby miałam porozmawiać z moim współlokatorem na temat blondwłosej dziewczynki, ale to mogło poczekać. Z Malfoyem będę mogła porozmawiać zawsze, a z nimi nie zawsze będę miała możliwość porozmawiania bez wścibskich spojrzeń i kpin kierowanych w naszym kierunku.
-Tak właściwie jestem Louis, a to Niall - powiedział brunet wskazując na siebie i głupio uśmiechającego się niebieskookiego.
-Jestem Hermiona.
-Jesteś z Gryffindoru. - powiedział Niall wskazując na krawat - Dlaczego wcześniej Cię nie widzieliśmy w Pokoju Wspólnym?
-Jestem prefektem i mam swoje dormitorium gdzie indziej.
-I wszystko jasne! - krzyknął - Ale czemu zabierają nam stąd ładne dziewczyny?
Słysząc to zarumieniłam się, niczym piwonia. Wiem, że w te wakacje nabrałam kobiecych kształtów i moje włosy nie są już sianem, ale bez przesady.
-Przestań, onieśmielasz dziewczynę - powiedział, na co zarumieniłam się jeszcze bardziej - Lepiej grajmy.
Usiadłam obok nich i zaczęliśmy zabawę. Cały czas się śmialiśmy, a do pokoju wspólnego zaczęło schodzić coraz więcej ludzi.
Zajęcia dziś mieliśmy dopiero o dziewiątej trzydzieści, więc na śniadanie udaliśmy się dopiero o około ósmej.
Po zjedzonym razem z nowo poznanymi chłopakami śniadaniu udałam się do swojego dormitorium. Zdziwiło mnie to, że ani w Wieży Gryffindoru, ani na śniadaniu nie spotkałam Ginny. Wątpię, żeby zaspała, bo wieczorem mówiła mi, że rano musi coś załatwić.
Będąc już na 4 piętrze, podałam hasło i weszłam do salonu. W środku nie było nikogo. Poszłam do swojego pokoju po potrzebne na dziś książki. Miałam już wychodzić, kiedy nagle rozległo się stukanie. Odwróciłam się i ujrzałam śnieżnobiałą sowę Harry’ego.
Otworzyłam okno i zwierzątko od razu wleciało do środka i usiadło na oparciu fotela. Odwiązałam list od nóżki sówki i zaczęłam czytać:
Hermiono,
Zapraszam Cię na trening Quidditcha dzisiaj po lekcjach.
Wiem, że nie lubisz tego sportu, ale wraz z Ginny chcemy, żebyś na nas popatrzyła i żebyś odeszła w końcu od książek, bo mimo że jest dopiero początek roku ty siedzisz tylko w książkach.
Spokojnie, nie będziesz sama. Przyjdzie jeszcze Luna.
Mamy nadzieję, że będziesz.
Harry
Skończyłam czytać i złożyłam kartkę na pół. Wypuściłam ptaka, wzięłam torbę i udałam się na lekcje. Nie chciało mi się iść na trening. Wolałabym się pouczyć, ponieważ w tym roku piszemy OWUTEMY i chciałabym je napisać jak najlepiej. Jednak nie chcę zawieść przyjaciół.
Już po chwili byłam przed klasą, gdzie było dopiero kilka osób. Z każdą mijającą minutą pod salą do eliksirów było coraz więcej uczniów. Po jakimś czasie przyszedł profesor Slughorn i zaprosił wszystkich do środka. Dwie godziny eliksirów minęły bardzo szybko, tak jak pozostałe lekcje. Po obiedzie miał odbyć się trening Quidditcha, więc od razu po zjedzeniu posiłku w gronie znajomych poszłam do swojego pokoju się przebrać i zostawić książki. Po chwili byłam już w drodzę na boisko.
Jak byłam w połowie drogi dogoniła mnie Luna. Szłyśmy rozmawiając i śmiejąc się. Kiedy byłyśmy przed miejscem, gdzie miał odbyć się trening, zobaczyłyśmy Gryffonów i Ślizgonów, którzy przebrani byli już w swoje szmaragdowe szaty. Już z daleka było słychać, że się kłócą.
-Co się dzieje? - krzyknęłam, kiedy znalazłam się pomiędzy dwoma drużynami.
-Znowu wpychają nam się w trening! - krzyknął Harry.
-Nie wpychamy. Mamy pozwolenie od profesora Slughorna! - krzyknął Malfoy w odpowiedzi.- Jest nawet wcześniej podpisany niż ten wasz świstek. - powiedział wskazując na pozwolenia drużyny Gryffonów z udawaną urazą, przez co wszyscy Ślizgoni zaczęli się śmiać.
-Pokażcie mi je. - Powiedziałam. Od razu podsunęli mi pergaminy pod nos.
-Przykro mi Harry. - zaczęłam kiedy przejrzałam oba papiery. - Oni mają pierwszeństwo do boiska.
-Taka z Ciebie przyjaciółka?! - krzyknął czarnowłosy - Jak nie chciałaś na niego przyjść, to wystarczyło powiedzieć! A nie psuć trening całej drużynie!
- Nie krzycz na nią! - Krzyknął kapitan drużyny Ślizgonów. Nie było osoby, która nie zdziwiła się w tym momencie. Nawet ja byłam zszokowana. Zawsze się kłóciliśmy, a teraz nagle arystokrata czystej krwi obraża szlamę.
- Dlaczego ty ją bronisz?! Może jej zapłaciłeś, żeby was wybrała, co?! - Krzyknął zły Ron.
Teraz z grupy Ślizgonów wyszedł cały czerwony na twarzy Harold. Szedł w kierunku Rona, który widząc niewyobrażalny wzrost chłopaka zbladł.
-Zostaw go. - stanęłam przed brunetem zasłaniając mu drogę. -Jest okey. Idźcie ćwiczyć.
- Przyjdziesz popatrzeć? - Zapytał.
- Zobaczę.
Harold nie chciał odpuścić, ale widząc mój wzrok poszedł za resztą drużyny na boisko.
- Czy ty Hermiono postradałaś zmysły!? - krzyknął brązowooki.
- Nie Ron. Nie postradałam. Ale jako Prefekt Naczelny muszę być sprawiedliwa w stosunku do wszystkich.
- Jasne. Tylko szkoda, że bycie sprawiedliwym łączy się ze stratą przyjaciół. - powiedział Ron patrząc mi głęboko w oczy. - Chodźcie. Nic tu po nas.
Za rudowłosym większość poszła w kierunku zamku. Można było usłyszeć ciche pomruki Ginny “On jest nienormalny”.
Ostatni poszedł Harry, który odwrócił się w moją stronę i uniósł lekko kąciki ust. Miałam nadzieję, że on mnie zrozumie. Zawsze mogliśmy rozmawiać o wszystkim. Nie chciałabym teraz zostać sama. Na Ronie już się zawiodłam. Nie chce stracić i jego.
Kiedy zostałam sama, poszłam popatrzeć na trening Ślizgonów. Nie interesuje mnie to zbytnio, ale nie umiałabym wystawić Harolda. Kiedy weszłam na trybuny i chciałam usiąść podleciał do mnie długowłosy.
- Nie siadaj tutaj. Idź na trybunę nauczycielską. Będziesz lepiej widzieć. - Puścił mi oczko i odleciał do innych. Posłuchałam jego rady. Nie raz słyszałam, że tamte miejsca są dużo wygodniejsze od uczniowskich.
Kiedy już usiadłam wygodnie zaczęłam przyglądać się grze. Ślizgoni radzili sobie bardzo dobrze, a Harold właśnie próbował jakiegoś trudnego zwrotu. Nie było zbytnio interesująco, więc zaczęłam bawić się kopertą. Zdziwiło mnie, kiedy ujrzałam na niej moje imię i nazwisko. Rozejrzałam się dookoła. Mój wzrok padł na kręconowłosego, przystojnego Ślizgona. Patrzył się na mnie, ale kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy od razu wrócił do treningu. Drżącymi rękoma otworzyłam kopertę. Z każdym czytanym zdaniem moje serce biło mocniej. Znów spojrzałam w kierunku Harolda. Nadal mi się przyglądał, ale teraz delikatnie uśmiechał. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przeczytałam list jeszcze raz:
Droga Hermiono!
Wiem, że nie znamy się za dobrze. Ba! My w ogóle się nie znamy.
W końcu jesteśmy z dwóch wiecznie rywalizujących domów.
Chciałbym to zmienić.
Zmienić to co jest między nami.
Żebyśmy nie byli już tylko znajomymi, którzy się znają.
Chce, żebyśmy byli “kimś więcej” dla siebie.
Podobałaś mi się od dłuższego czasu.
Nie wiedziałem jednak, jak mam do Ciebie podejść.
Onieśmielałaś mnie za każdym razem.
Kiedy idąc z Potterem I Weasleyami śmiałaś się tak promiennie, że sam miałem ochotę zacząć się śmiać, choć nie leżało to w mojej naturze.
Kiedy Cię widziałem, świat nabierał kolorów.
Kiedy płakałaś, płakałem razem z Tobą.
Chroniłem Cię za każdym razem, kiedy miałem taką możliwość.
Zawsze chciałem, żebyś mnie zauważyła.
Jednak nie było to takie proste.
Wiem, że jak się dowiesz, kto jest nadawcą tych listów, to nie będziesz ich nawet czytać.
Choć pewnie już się domyślasz.
Proszę Cię, żebyś nie śmiała się ze mnie.
Nigdy nie robiłem czegoś takiego.
Jesteś jedyną dziewczyną, dla której mógłbym zrobić coś takiego.
Nie jestem dobry w wyznawaniu uczuć.
Ale mam nadzieję, że zrozumiesz, co chcę Ci w tym liście przekazać.
Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie kto to piszę, spotkajmy się za tydzień w sobotę przy Bijącej Wierzbie.
Twój tajemniczy Książe
K
Kiedy przeczytałam list kolejny raz, moje oczy zaszły łzami. Szybko przetarłam oczy kiedy zobaczyłam, że Harold podlatuje do mnie.
- Jak Ci się podobało? - Zapytał. Zdziwiłam się, bo w liście nie chciał mówić, kim tak naprawdę jest.
- To było piękne. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko, na co chłopak z rumianymi policzkami spuścił wzrok.
- Pierwszy raz coś takiego zrobiłem. Próbowałem kiedyś, ale mi nie wychodziło. Mam nadzieję, że teraz wyszło.
Harold był taki uroczy. Niechlujnie związane z tyłu w kucyk włosy i rumieńce od wiatru jeszcze bardziej dodawały mu uroku.
-Wyszło. - Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek, co z moim i jego wzrostem było dość trudne.
- Cieszę się. Ale nie wiem czym sobie na to zasłużyłem. - Powiedział powoli przejeżdżając dłonią po policzku z delikatnym uśmiechem, który uwydatnił jego dołeczki i kości policzkowe.
- Jasne, że nie wiesz. - Zaśmiałam się w czym chłopak mi zawtórował. - Do zobaczenia.
- Cześć. - powiedział, po czym wsiadł na miotłę i odleciał.
Wzięłam list, zeszłam z trybun i Skierowałam się w kierunku zamku.
Korytarze świeciły pustkami, mimo że nie było jeszcze późno. Będąc przed portretem Snape’a podałam hasło i weszłam do Pokoju Wspólnego, który jak cała szkoła świecił pustkami. Swoje kroki skierowałam do mojego pokoju, kiedy nagle z łazienki wyszedł Malfoy w dresowych spodniach. Po jego torsie spływały krople wody, które uwydatniły ładnie wyrzeźbione mięśnie brzucha chłopaka.
- Dobrze, że jesteś. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos blondyna. - Musimy porozmawiać.
- My? - Zapytałam mocno zdziwiona.
- Tak. Usiądź, a ja zaraz przyjdę. - Powiedział, po czym zniknął za drzwiami prowadzącymi do swojej sypialni.
Zdziwiłam się, że Malfoy chce ze mną rozmawiać. Z mugolaczką. W dodatku wyrażał się dość kulturalnie. Kulturalnie w porównaniu z naszymi innymi rozmowami, które zawsze kończyły się kłótnią. Usiadłam i w napięciu czekałam na Ślizgona. Byłam bardzo ciekawa o czym on chce ze mną rozmawiać.
Po jakimś czasie blondyn wyszedł ze swojego pokoju, tym razem w białym podkoszulku.
Usiadł naprzeciwko mnie i przyglądał mi się dłuższą chwilę. Czułam się dziwnie skrępowana. Starałam się patrzeć wszędzie, tylko nie w jego oczy. Nadal nie mogło do mnie dojść, że siedzimy razem w jednym pokoju i to z jego prośby.
- Chciałbym Cię przeprosić. - Powiedział w pewnym momencie.
Moje oczy rozszerzyły się do wielkości galeonów. Nie spodziewałabym się, że Malfoy, arystokrata czystej krwi zdobędzie się na coś takiego jak przeprosiny. - Przeprosić za wszystko, przez co mogłaś poczuć się urażona. Nie patrz tak na mnie! - Powiedział, kiedy przez dłuższy czas patrzyłam na niego tak jak po wypowiedzeniu przez niego pierwszego zdania. - Nie chodzi mi o to, żebyśmy się od razu przyjaźnili. Na razie możemy się tylko tolerować. To jak zgoda? - wstał po czym podał mi dłoń na zgodę.
Byłam zdziwiona jeszcze bardziej niż na samym początku. Po chwili namysłu również wstałam i podałam chłopakowi rękę.
-Zgoda - Powiedziałam, jednak w moim głosie można było dosłyszeć niezdecydowanie.
- Świetnie. Dobranoc Granger. - Puścił mi oczko i poszedł do swojej sypialni.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły poczułam dziwną ulgę.
- Dobranoc Malfoy.- Powiedziałam do siebie i weszłam do swojej komnaty po potrzebne mi rzeczy, żeby wziąć prysznic. Po ogarnięciu się poszłam do pokoju. Mimo iż nie byłam zmęczona położyłam się do łóżka. Myślałam o wszystkim co się dziś wydarzyło. O zachowaniu Ronalda, o liście od Harolda i o przeprosinach Malfoya. Nie spodziewałam się żadnej z tych rzeczy. Nadal nie mieściło mi się to w głowie. Przeczytałam list od zielonookiego jeszcze raz. Był taki romantyczny. Ale nie mogłam zrozumieć co oznacza literka “K” w prawym dolnym rogu. Myśląc o tym usnęłam z listem przyciśniętym do piersi.
Komentarze
Prześlij komentarz