Rozdział 6
Pierwsze co poczułam, po dość nieprzyjemnym przebudzeniu, to duża ilość wody na całej głowie. Zerwałam się z fotela, na którym spałam z taką prędkością, że aż zachwiałam się i upadłam na podłogę. Spojrzałam na Malfoya, który stał z różdżką wyciągniętą w moim kierunku ze swoim charakterystycznym, chytrym uśmieszkiem.
-Oj Granger, Granger… Czyżby niespokojny sen, że tak się zerwałaś? - zapytał na pozór poważnie, po czym zaczął się śmiać i poszedł do swojego pokoju.
-A niech Cię szlag, Malfoy! - powiedziałam zdenerwowana.
Wstałam z podłogi i spojrzałam na zegar. Była 11:45. Jak poparzona wpadłam do swojej sypialni. Wyjęłam szybko ubrania, różdżkę i pobiegłam do łazienki. Swoim magicznym atrybutem wysuszyłam włosy. Odłożyłam różdżkę na szafkę obok umywalki i zaczęłam się przebierać.
Po przebraniu wzięłam ubrania i pobiegłam do pokoju. Włożyłam ubrania do szafy i sięgnęłam po torebkę, jednocześnie pakując do niej galeony. Wybiegłam z pokoju nie zwracając uwagi na Malfoya i jego przybyłych gości. Biegłam jak najszybciej mogłam przez korytarze, dopóki nie dotarłam do Sali Wejściowej. Widząc swoich przyjaciół, z szerokim uśmiechem i lekko zdyszana do nich podeszłam.
-No nareszcie! - krzyknął z lekkim uśmiechem Harry.
-Już myśleliśmy, że nie przyjdziesz. Gdzie byłaś przez – spojrzał na zegarek, który znajdował się na jego lewym nadgarstku – 10 minut?
-Przepraszam was. Miałam niemiłą konfrontacje z Malfoy’em. – odpowiedziałam.
Wyszliśmy z zamku i zaczęliśmy kierować się do miasteczka. Zaczęłam im opowiadać, co zdarzyło się w moim dormitorium. Rudzi chłopcy śmiali się ze mnie, a Harry pytał jak się czuję. Czarnowłosy chłopak zawsze był dla mnie jak brat. Był przy mnie, kiedy coś było nie tak, troszczył się, był po prostu bratem idealnym. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak on. Teraz, po rozstaniu z Ginny, znów zaczął się uśmiechać, śmiać, nie chodzi już naburmuszony. Widać, że już mu przeszło.
Kiedy weszliśmy do miasteczka słychać było radosne głosy wszystkich uczniów Hogwartu. Najpierw poszliśmy do Księgarni. Chłopaki nie byli zadowoleni z tego powodu, ale jednak poszli ze mną, co wywołało wielki uśmiech na mojej twarzy. Nie znaleźliśmy tam nic ciekawego, więc ku uciesze Georga, Rona i Harry’ego wyszliśmy i skierowaliśmy się do Trzech Mioteł wesoło rozmawiając. W środku uderzyła nas przyjemna gwara tego miejsca. Ten lokal nic nie się nie zmienił po wojnie. Nadal było tam tłoczno, ale nie na tyle, aby nie znaleźć wolnego miejsca. Harry poszedł zamówić dla nas kremowe piwo, a Ja z Ronem i Georgem poszliśmy znaleźć wolny stolik. Zajęliśmy czteroosobowy stolik zaraz przy oknie, po drugiej stronie lokalu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak za dawnych lat. Brakowało tu tylko jednej osoby. Ginny. Od wczorajszej kłótni, nie odzywa się do mnie. Dziś na śniadaniu patrzyła na mnie chłodnym wzrokiem, ale udawałam, że tego nie widzę. Było mi trochę przykro z tego powodu. Z zamyślenia wyrwał mnie Harry, który przyniósł kremowe piwo. Usiadł naprzeciwko mnie, po czym wziął do góry swój napój i przemówił:
- Za nowy rok! Aby był najlepszym jaki kiedykolwiek widziały mury Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! – krzyknął, a my stuknęliśmy się kuflami i upiliśmy trochę i znów wpadliśmy w wir rozmowy.
-Przepraszam was. Miałam niemiłą konfrontacje z Malfoy’em. – odpowiedziałam.
Wyszliśmy z zamku i zaczęliśmy kierować się do miasteczka. Zaczęłam im opowiadać, co zdarzyło się w moim dormitorium. Rudzi chłopcy śmiali się ze mnie, a Harry pytał jak się czuję. Czarnowłosy chłopak zawsze był dla mnie jak brat. Był przy mnie, kiedy coś było nie tak, troszczył się, był po prostu bratem idealnym. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak on. Teraz, po rozstaniu z Ginny, znów zaczął się uśmiechać, śmiać, nie chodzi już naburmuszony. Widać, że już mu przeszło.
Kiedy weszliśmy do miasteczka słychać było radosne głosy wszystkich uczniów Hogwartu. Najpierw poszliśmy do Księgarni. Chłopaki nie byli zadowoleni z tego powodu, ale jednak poszli ze mną, co wywołało wielki uśmiech na mojej twarzy. Nie znaleźliśmy tam nic ciekawego, więc ku uciesze Georga, Rona i Harry’ego wyszliśmy i skierowaliśmy się do Trzech Mioteł wesoło rozmawiając. W środku uderzyła nas przyjemna gwara tego miejsca. Ten lokal nic nie się nie zmienił po wojnie. Nadal było tam tłoczno, ale nie na tyle, aby nie znaleźć wolnego miejsca. Harry poszedł zamówić dla nas kremowe piwo, a Ja z Ronem i Georgem poszliśmy znaleźć wolny stolik. Zajęliśmy czteroosobowy stolik zaraz przy oknie, po drugiej stronie lokalu. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak za dawnych lat. Brakowało tu tylko jednej osoby. Ginny. Od wczorajszej kłótni, nie odzywa się do mnie. Dziś na śniadaniu patrzyła na mnie chłodnym wzrokiem, ale udawałam, że tego nie widzę. Było mi trochę przykro z tego powodu. Z zamyślenia wyrwał mnie Harry, który przyniósł kremowe piwo. Usiadł naprzeciwko mnie, po czym wziął do góry swój napój i przemówił:
- Za nowy rok! Aby był najlepszym jaki kiedykolwiek widziały mury Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie! – krzyknął, a my stuknęliśmy się kuflami i upiliśmy trochę i znów wpadliśmy w wir rozmowy.
Kiedy wypiliśmy kremowe piwa i każdy wyjął pieniądze, aby zapłacić za siebie, krzyknęłam tak głośno, że zwróciłam tym uwagę całego lokalu.
-Co jest? - zapytał George z przejęciem.
-Nie mam różdżki! Musiałam ją zgubić, gdzieś w miasteczku.
-Spokojnie Miona, na pewno się znajdzie. My i tak musimy już wracać do zamku, więc sprawdzimy czy tam jej nie zostawiłaś, a ty poszukasz tutaj.
-Dziękuję. Nie wiem, co bym bez was zrobiła. - powiedziałam po czym przytuliłam się do każdego chłopaka po kolei.
-Ron - powiedziałam cicho - możesz mnie już puścić. - dokończyłam, kiedy przytulanie przeciągało się dość długo i coraz więcej ludzi patrzyło z zainteresowaniem w naszą stronę.
-No tak, jasne, sorki. - powiedział cały czerwony rudowłosy.
-To idźcie szukać i widzimy się w zamku. - powiedziałam, wzięłam swoją torebkę i wyszłam z Trzech Mioteł. Byłam we wszystkich miejscach, które dziś odwiedziliśmy, pytałam czy nie widzieli przypadkiem samotnej różdżki, bez właściciela, jednak nikt nic nie widział. Po godzinie poszukiwań postanowiłam wracać do zamku. Przechodząc obok sklepu z wielkimi i pokaźnymi zegarami, spojrzałam na jeden. Wskazywał 17. Wolnym krokiem ruszyłam w kierunku szkoły. Kiedy byłam w połowie drogi, ktoś złapał mnie za ramię i rzucił na ziemię. Nogą trafiłam w wielki, szpiczasty kamień. Jednak zignorowałam ból, przeszywający moją nogę i spojrzałam na oprawcę. Był to chłopak ze Slytherinu. Miał Blond włosy i intensywnie zielone oczy. Nie wiedziałam jak się nazywa, ale kojarzyłam go z zajęć.
-Uważaj szlamo, jak chodzisz! - powiedział, po czym zaczął się szaleńczo śmiać. Usłyszałam za nim śmiech dwóch innych chłopaków.
-Ej, z nią lepiej nie zadzieraj. - powiedział Brunet podchodząc do blondyna - Ona jest świetną czarownicą.
-Proszę cię. Nie boję się jakiejś tam laluni. - rzekł, a ostatnie słowa prawie wypluł.
-Szkoda, że ta “lalunia” jest lepsze od Ciebie we wszystkim. - powiedziałam i lekko się chwiejąc wstałam. - Masz szczęście, że jeszcze nie wyjęłam różdżki. Macie 5 sekund, aby stąd odejść, a nic wam nie zrobię. - powiedziałam pewnie, mimo że w środku bałam się, że to nie podziała. Zgubiłam swoją różdżkę. Byłam bezbronna. - Raz. - powiedziałam dość cicho, ale tak, że mnie usłyszeli. - Dwa. - powiedziałam nieco głośniej, a w oczach ich “przywódcy” zaczął czaić się strach. - Trzy! - powiedziałam tak głośno, że aż się wzdrygnęli i powoli zaczęli się cofać. Już miałam odliczać dalej, kiedy nagle zza krzaków wyłonił się srebrzysto-błękitny jeleń. Każdy z nas wpatrywał się w niego z niekrytym zdziwieniem. Nagle przemówił głosem Harry’ego.
-Hermiona. Znaleźliśmy twoją różdżkę. Cały czas była w twoim dormitorium w łazience. Nie musisz już jej szukać. Możesz spokojnie wracać do zamku. - powiedział, po czym rozpłynął się w powietrzu.
-Czyli nasza “niebezpieczna” czarodziejka nie jest już taka “niebezpieczna” - powiedział z chytrym uśmiechem - W takim razie… - mówił bardzo powoli, przez co po moich plecach przeszedł zimny dreszcz. Zauważyłam jak wyjmuje różdżkę zza paska od spodni - -Crucio! - krzyknął, a ja poczułam przeszywający ból w każdej części mojego ciała. Zaczęłam krzyczeć. Ale chłopak nie skończył swoich tortur, a wręcz przeciwnie. Wzmocnił zaklęcie. Już nie krzyczałam tak głośno jak przedtem. Nie miałam siły. Byłam wykończona, mimo że torturował mnie zaklęciem dość krótko. Poczułam, że zaczynam tracić przytomność. Jedyne co zobaczyłam, przed jej utratą to ciemnoskóry chłopak z wycelowaną różdżką. Potem była już tylko ciemność.
Komentarze
Prześlij komentarz