Rozdział 12
Obudziły mnie jasne promienie słońca, które mimo końca września dawały o sobie znać. Przeciągnęłam się niczym kotka po czym podeszłam do szafy. Wzięłam ubrania i poszłam przygotować się na śniadanie. Dzisiejszy sen zostawił na mnie odczucia, których nie odczuwałam po wojnie. Spokój, wewnętrzny spokój i lekkość na duszy. Nadal nie mogłam dojść do tego kim była owa tajemnicza postać ze snu. Nie zastanawiałam się jednak długo, ponieważ już po wyjściu z łazienki zobaczyłam dwóch chłopaków, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali na kanapie. Jednak kiedy weszłam ucichli i skierowali spojrzenia w moją stronę. Draco patrzył przerażony, podczas gdy Blaise wzrokiem i uśmiechem, który mówił “Przyszłaś w idealnym momencie”.
-Błagam, powiedz, że nic nie słyszałaś. - powiedział Malfoy drżącym głosem.
-Nie, nic nie słyszałam.
Kiedy to powiedziałam na twarzy Blondyna zakwitł uśmiech, a na twarzy bruneta pojawił się grymas.
-Nie można mieć wszystkiego. Ale siadaj Mionka. Rozmawiamy właśnie o snach. - powiedział czarnoskóry wymieniając szybkie spojrzenie z drugim ślizgonem.
-Wy też mieliście dzisiaj w nocy dziwne sny?
-Jak to dziwne? Co Ci się przyśniło? - odezwał się znów czarnoskóry z delikatnym uśmiechem, jakby wiedział co mi się śniło.
Westchnęłam przeciągle. Uznałam, że nie będę przed nimi tego ukrywać. Pewnie i tak będziemy spędzać dużo czasu razem, patrząc, że Ruda zaprzyjaźniła się z przyjacielem mojego współlokatora. Powiedziałam im wszystko, poza moimi osobistymi odczuciami, jakie pozostawił po sobie owy sen. Z każdym moim kolejnym słowem, Zabini uśmiechał się coraz szerzej, a Malfoy był strasznie zszokowany.
-Dziwne - zaczął Blaise, chwilę po tym jak skończyłam mówić - A my z Draconem przed twoim przyjściem rozmawialiśmy o podobnym śnie, prawda Draco?
Draco pobladł, a ja byłam szczerze zdziwiona. Jak to o podobnym śnie? Ktoś też taki miał?
-Tak - powiedział blondyn przeciągając całe słowo - mówiliśmy o tym, że chcielibyśmy rozwiązać kiedyś taki sen. Mniej więcej taką jaka się Tobie przyśniła. Że chcielibyśmy znaleźć kiedyś taką “tajemniczą osobę”.
Ślizgon mówiąc jąkał się oraz mówił bardzo szybko. Jak skończył, jego przyjaciel uderzył się z otwartej ręki w czoło. W całym dormitorium, w którym panowała cisza, można było usłyszeć wyraźny PLASK.
Popatrzyłam to na jednego, to na drugiego chłopaka. Ewidentnie coś ukrywali, ale nie chcieli, żeby ta tajemnica ujrzała światło dzienne. Postanowiłam się w to nie zagłębiać i zaproponowałam zejście na śniadanie. Chłopcy ochoczo na to przystali, gdyż sami jeszcze nie jedli i byli potwornie głodni.
Schodząc na dół w Zabinim ukazała się dusza dowcipnisia. Żartował ze wszystkiego i ze wszystkich. Doprowadzał do śmiechu nawet tych, którzy szli za nami i przed nami. Jedynie dziedzic Malfoyów szedł z głową spuszczoną, pogrążony we własnych myślach. Zdarzało się, że wpadał na innych uczniów i przepraszał, po czym szedł dalej. Wszyscy, którzy byli tego świadkami, nie mogli uwierzyć. w to co widzą. Spotkanie samego Dracona Malfoya nie śmiejących się z innych to dość niecodzienny widok, a przepraszającego za to, że potrącił kogoś to już święto. W końcu doszliśmy do Wielkiej Sali, która była niemalże cała zapełniona roześmianymi i zaspanymi uczniami. Przy stole Gryffindoru dostrzegłam młodą Weasley. Podeszłam do niej, przywitałam się i zajęłam swoje miejsce by spożyć śniadanie. Wbrew mojemu zdziwieniu zaraz obok mnie usiadł Malfoy, a obok Rudej Zabini. Nie tylko my byłyśmy zdziwione. W tej chwili w całej Wielkiej Sali było cicho i wszyscy patrzyli się w naszą stronę. Złapałam spojrzenie Harry’ego, który patrzył na Ginny, która z kolei zajmowała się Blaisem. Była to jedyna dwójka, która nie przejmowała się spojrzeniami innych. Potem spojrzałam na siedzącego obok Harry’ego Rona. Gdyby wzrok mógł zabijać, pewnie już leżałabym martwa. Przez kilka sekund, które wydawały się wiecznością Ronald cały czerwony na twarzy zajął się swoją jajecznicą. Po jakimś czasie i kilku krzywych spojrzeniach znów w tle roznosił się wesoły gwar, który zawsze towarzyszył każdym posiłkom. Kiedy stół Gryfonów trochę opustoszał, opowiedziałam swój sen Ginny. W tym przypadku powiedziałam jej o swoich odczuciach po przebudzeniu. Widziałam, że chłopaki rozmawiają o Quidditchu, więc nie będą zwracać na nas zbytniej uwagi.
-Domyślasz się, kto to może być? - zapytałam na sam koniec
-Niezbyt. Opis tego chłopaka jest niekompletny. Trudno będzie znaleźć kogoś, kto pasuje do tego twojego opisu. Ale zadajmy sobie najważniejsze pytanie. - mówiła półszeptem Gin, żeby nadal obecni w Wielkiej Sali ludzie nas nie usłyszeli - Przy kim czujesz się kochana i bezpieczna?
-Tutaj jest właśnie problem. Przy nikim się tak nie czuje.
-A co z Haroldem?
Miałam ochotę stuknąć się w czoło. Czemu o nim nie pomyślałam? Przecież zawsze nam się tak świetnie rozmawiało. Zawsze potrafił poprawić mi nastrój. No i najważniejsze. Byłam nim strasznie zauroczona. Ale czy czułam się przy nim kochana i dziwnie bezpieczna? Nie wiem tego. Nigdy nie zwracałam uwagi na te odczucia. Zawsze czerpałam radość z chwili, kiedy byliśmy razem. Nie zwracałam uwagi na niuanse.
-No więc?
-Nie wiem Gin, nigdy nie zwracałam na to uwagi.
-Może czas się przekonać?
-Co masz na myśli?
-Zaproś go gdzieś. W jakieś romantyczne miejsce. Będziecie tylko we dwoje. Romantyczna atmosfera. Jak nic nie poczujesz, to znaczy, że to nie on.
-Od kiedy z Ciebie zrobiła się taka specjalistka od związków? - zaśmiałam się.
-Od kiedy zerwałam z Harrym. - odpowiedziała z ponurą miną.
Spojrzałyśmy po sobie po czym wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem.
-A czemuż to wam tak wesoło? - zagadnął Zabini, który przerwał rozmowę z Malfoyem.
-Z niczego, co powinno Cię interesować Zabini. - powiedziała Ruda po czym puściła brunetowi oczko.
Zdziwiłam się, kiedy Ślizgon jakby się speszył intensywnym wzrokiem Gryfonki i spuścił głowę. Dziwnie spięty pożegnał się z nami i wyszedł z Wielkiej Sali. Zaraz po nim to samo uczynił blondyn. Zostałyśmy same.
-To jak, kiedy go zaprosisz?
Wywróciłam oczami, kiedy zobaczyłam minę młodszej przyjaciółki. Zawsze była uparta i ni jak było wybić jej jakikolwiek pomysł na który wpadła.
-Zrobię to w piątek.
-Dlaczego tak późno!? - krzyknęła, na co kilka osób spojrzało w naszą stronę.
-Możesz trochę ciszej? Dzisiaj niedziela. Jutro jest szkoła zapomniałaś? - pominęłam wywracanie oczami Ginny i ciągnęłam dalej - A z resztą, nie wiem gdzie go zaprosić.Wszystko przemyślę, zaplanuje i dopiero wtedy.
-Ale wiesz, że najlepsze spotkania, to te spontaniczne?
Wywróciłam oczami po czym wstałam i wyszłam zostawiając cicho chichoczącą Weasley samą przy stole. Szłam do swojego dormitorium myśląc o ostatnim zdaniu Rudej. A jeśli naprawdę lepsze są spotkania spontaniczne? Zawsze może pójść coś nie tak. Coś przeciwko nam. Może zaplanuje tylko pierwsze miejsce? Gdzie mamy się spotkać a potem zobaczymy jak to się wszystko potoczy? Tak. To dobre rozwiązanie. I tak nie mam teraz czasu na myślenie o takich sprawach. Muszę skupić się na nauce. Zaczęłam iść szybciej i już po chwili byłam pod portretem profesora Snape’a.
-Waniliowe kurze łapki.
Wchodząc do dormitorium zastałam niecodzienny widok. Draco siedział przy stole pochylony nad pergaminem i klął siarczyście.
-Co ten biedny pergamin zrobił? - zapytałam, a Ślizgon podskoczył na dźwięk mojego głosu.
-Nie możesz mówić, jak wchodzisz?! - krzyknął po czym wziął pergamin oraz pióro i poszedł do swojego pokoju.
Zdziwiłam się na jego wybuch, ale wzruszyłam tylko ramionami i poszłam po książki. Skoro Wielki Pan już zwolnił Salon to postanowiłam się tam pouczyć. Już po chwili siedziałam na kanapie przy ciepłym kominku i zaczynałam pisać wypracowanie z Eliksirów. Kiedy postawiłam ostatnią kropkę drzwi do pokoju mojego współlokatora otworzyły się, jednak postanowiłam je zignorować, gdyż pewnie i tak tylko przejdzie obok i mnie oleje. Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam:
-Hermiono, mogę się dosiąść?
-Jasne, siadaj. - powiedziałam powoli z (nie) małym zdziwieniem.
-Przepraszam Cię za tamten wybuch. Esej mi niezbyt wychodził i się zdenerwowałem.
-Nie ma problemu, naprawdę. - uśmiechnęłam się lekko, na co blondyn odpowiedział tym samym.
Po tym zaczęliśmy odrabiać każdy swoje lekcje. Siedzieliśmy w ciszy dość długo, bo zdążyłam wypisać wszystkie skutki uboczne zaklęcia transmutacji człowieka w zwierzę i zwierzę w człowieka oraz zrobić krótki opis wojny z goblinami z Historii Magii.
Schowałam wszystko do torby i szłam w kierunku swojej sypialni, kiedy zatrzymał mnie aksamitnie czysty głos:
-Hermiono, mogłabyś zostać jeszcze?
Odwróciłam się powoli w kierunku chłopaka, który siedział na kanapie. Był odwrócony częściowo w moją stronę i miał lekko rozchylone usta. Widząc mój wzrok szybko się poprawił, odchrząknął i powiedział, że chciałby porozmawiać. Uznałam, że i tak nie mam planów na popołudnie, więc przystałam na jego propozycje. Weszłam do swojej sypialni, rzuciłam torbę na łóżko i wróciłam do blondwłosego chłopaka.
-No to jestem. O czym chciałeś porozmawiać?
-Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział na jednym wydechu, a mnie zatkało.
Miałabym mu mówić o sobie? Po co? Ledwo się pogodziliśmy. No niby powiedziałam mu o swoim śnie, ale to tylko dlatego, że chciałam się z kimś podzielić tym snem. Mogłam poczekać aż spotkam Ginny, ale wtedy wydawało mi się to takie odległe, że wolałam o tym opowiedzieć chłopakom. Z resztą, zawsze jest lepiej znać opinię sytuacji ze strony chłopaka jak i dziewczyny. A jeśli chodzi o chłopaka, to już w ogóle. Chłopak zawsze lepiej będzie wiedział, co podoba się facetom niż kobieta.
-Nie patrz tak na mnie. Po prostu muszę z kimś porozmawiać. Niby mogę z Blaisem, ale wiem co ona odpowie. A chciałbym wiedzieć co myśli o tym dziewczyna. Wiesz, czasem dobrze jest znać zdanie obydwu stron, nie uważasz? - uśmiechnął się patrząc na moją otępiałą mine. - No chyba, że nie chcesz. To zrozumiem. Ogólnie pogodziliśmy się i chciałbym Cię lepiej poznać. Jeśli nie masz nic przeciwko oczywiście. - dodał szybko.
-Jasne, nie ma problemu. - uśmiechnęłam się i usiadłam na fotelu niedaleko Malfoya.
-No to zaczynaj.
Odchrząknęłam i wyprostowałam się teatralnie i zaczęłam mówić:
-Zwyczajnie nie ma co mówić. Moje imię znasz, pochodzenie też, co robiłam podczas wojny wiesz, przy niektórych sytuacjach nawet byłeś - zaśmiałam się, mimo że ten śmiech był pozbawiony jakiegokolwiek humoru. Był to śmiech zażenowania. Mogłam o tym nie wspominać. Ale cóż… Słowo się rzekło. - No teraz po wojnie, jakbyś nie zauważył wróciłam do Hogwartu i kontynuuje naukę. Teraz ty powiedz coś o sobie.
-No niestety u mnie nie wiesz tak wiele. No ale skąd mogłabyś wiedzieć, że rodzice od małego mną manipulowali, wciskali mi takie zasady, według których nigdy nie chciałem żyć, ale ojciec mi groził. Wszyscy się go bali, a moja matka, mimo że umiała go pokonać w czymkolwiek jako jedyna osoba zaraz po Czarnym Panu, nie robiła nic by go zmienić. Zbyt go kochała, żeby cokolwiek zrobić. Skąd możesz wiedzieć, że nigdy nie chciałem krzywdzić żadnych ludzi? Że były to tylko wymysły mojego ojca, żeby zachować twarz wśród czarodziejów. Skąd mogłabyś wiedzieć, że cierpiałem za każdym razem, kiedy ktoś krzywdził znajome twarze, mimo że na mojej twarzy gościł chamski uśmiech. Skąd mogłaś wiedzieć, że moje serce rozpadało się na tysiące maleńkich kawałeczków, jak kazali mi patrzeć, jak moja ciotka torturuje Cię tym swoim mieczem. Skąd mogłaś wiedzieć, że to wszystko nie zależało ode mnie. - mówił szybko, a jego oczy były pełne łez i bólu.
Widząc jego stan nie wytrzymałam dłużej, wstałam i po prostu go przytuliłam. Draco od razu wtulił się we mnie. Teraz już rozpłakał się na dobre. Jego słone łzy skapywały na moją bluzkę jedna za jedną. Nikt nigdy nie wiedział jaki jest prawdziwy młody Malfoy. Nikt nie wiedział ile przeżył. Wszyscy widzieli w nim tylko to, co chciał, żeby zobaczyli. Chamskiego chłopaka z rodu Malfoyów. A tak naprawdę był tylko zranionym przez los chłopcem. Chłopcem, który nie miał wyboru. Przeżył tyle, a tak naprawdę nie miał nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. Miał tylko Blaise’a. A pewnie i tak nie chciał jednej osoby obarczać wszystkimi swoimi problemami. Trzymał to wszystko w sobie. Teraz, kiedy z nim o tym rozmawiałam pękł. Nie wytrzymał dłużej. Potrzebował rozmowy. Najzwyklejszej rozmowy. A nikt nie był w stanie mu tego zapewnić, bo nikogo do siebie nie dopuszczał. To wszystko go musiało przerastać. Nikt nie jest wiecznie twardy. Każdy człowiek ma chwile słabości. Takie chwile ma teraz Draco.
Pocierałam go cały czas po plecach, czekając aż się uspokoi. Zajęło to dość długo, ale w końcu przestał płakać. Puścił mnie, otarł resztki łez i spojrzał na mnie czerwonymi i opuchniętymi oczami.
-Przepraszam Cię. Nie powinienem…
-Przestań. - przerwałam mu, a on na mnie spojrzał zdziwiony. - Może nie jesteśmy pogodzeni zbyt długo, ale wiedz, że zawsze możesz przyjść z jakimkolwiek problemem. Rozumiesz?
-Rozumiem. - uśmiechnął się - Kiedyś to twoje dobre serce Cię zgubi Granger.
-Może kiedyś tak. Ale jak narazie nie widzę powodu, by tak miało być. - powiedziałam patrząc prosto w szare oczy chłopaka.
Chciałam żeby wiedział, że to co mówię jest stuprocentową prawdą. Patrzyliśmy sobie w oczy kilka sekund, które wydawały się być wiecznością. Nie był to rodzaj wzroku jaki złapałam dzisiaj na śniadaniu z Ronem. Ten był potwierdzeniem naszych słów, przekazaniem zaufania i próbą odczytania myśli osoby siedzącej tak nienaturalnie blisko.
- Zagadaliśmy się trochę, zaraz obiad. - powiedział Draco odchrząkując i przesuwając się do brzegu kanapy. Spojrzałam na zegarek. Faktycznie zbliżała się pora obiadowa. Jak o tym pomyślałam, poczułam burczenie w brzuchu.
-Powinniśmy się zbierać. Idziemy?
-Zaraz dojdę. Muszę się trochę ogarnąć.
Kiwnęłam tylko głową i wstałam kierując się w stronę portretu.
-Hermiono.
-Tak? - zapytałam zatrzymując się przed samym wyjściem.
-Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. I chciałbym, żeby to zostało między nami. Wiesz, to trochę krępujące.
Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu.
-Nie musisz się wstydzić swojej przeszłości. To nie były twoje czyny. To były wymysły twojego ojca. Nie bierz tego na swoje barki. Staraj się naprawić wszystko małymi krokami, a to brzemię zniknie. Wierz mi. Ale jeśli będziesz spokojniejszy, to zostawię to dla siebie. - uśmiechnęłam się, na co jego kąciki ust ledwo widocznie uniosły się do góry.
Odeszłam od chłopaka i podeszłam do obrazu. Kiedy miałam wychodzić spojrzałam ostatni raz na chłopaka. Stał tam, patrząc się na mnie i uśmiechając. Nie był to uśmiech taki, który zawsze gościł na jego twarzy. Nie był chamski, sztuczny czy wymuszony. Był to delikatny, ale szczery uśmiech.
-Swoją drogą też chciałabym Ci podziękować.
-Ale za co?
-Za to, że mi zaufałeś. Wiem, że to nie jest łatwe zaufać osobie na tyle, żeby powiedzieć swoje najgorsze przeżycia.
Skończyłam mówić i wyszłam z dormitorium kierując swoje kroki do Wielkiej Sali.
Kiedy dotarłam na miejsce praktycznie wszystkie miejsca były zajęte przez roześmianych uczniów. Usiadłam na swoim miejscu przy stole Gryffindoru. Naprzeciw mnie nie zastałam jednak Ginny. Rozejrzałam się po całej sali. Dostrzegłam ją dopiero przy stole Slytherinu, jak śmieje się z Blaise’a, który włożył sobie do nosa krewetki, przez co śmiesznie odstawały mu ogonkami do góry. Niezmiernie cieszył mnie widok mojej przyjaciółki roześmianej. Cieszyłam się, że nie rozpacza już po śmierci brata i po zerwaniu z Harrym. Cały czas wypatrywałam Malfoya, ale przez cały obiad nie pojawił się w Wielkiej Sali. Po zjedzeniu obiadu w samotności poszłam do swojego pokoju po książkę, żeby wyjść na dwór i poczytać. Będąc już w pokoju sięgnęłam po interesującą mnie lekturę i miałam już wychodzić z pokoju, kiedy mój wzrok przykuła mała koperta na poduszce łóżka. Zdziwiona odłożyłam książkę na stolik stojący obok, usiadłam na skraju łóżka i sięgnęłam po list. Przełamałam wosk i wyjęłam list.
Droga Hermiono!
Wiem, piszę dość często.
To już drugi list w ciągu dwóch dni, no ale cóż…
Nie mogłem się powstrzymać, żeby do Ciebie nie napisać.
Mam nadzieję, że myślisz trochę o mnie.
Jak to brzmi, przecież ty mnie nawet nie znasz.
To jeszcze raz, mam nadzieję, że zastanawiasz się nad tym,
kto przysyła Ci te listy.
Niedługo się ujawnię. Muszę tylko poczekać na idealny moment.
Chcę, żebyś moje ujawnienie zapamiętała do końca życia. I żebyś wspominała go mile.
Żeby serce rosło Ci na tą myśl.
Ale potrzymam Cię jeszcze w niepewności.
Wiem, że jesteś nad wyraz bystra.
W niektórych listach będę zostawiał Ci wskazówki co do mojej osoby.
Pierwszą poznasz dzisiaj, a konkretnie
Jestem bliżej niż myślisz
Chciałbym też, żebyś znalazła swojego chłopaka ze snu.
Pewnie zastanawiasz się skąd to wiem.
Powiem, że tak naprawdę w Wielkiej Sali cicho nie mówiłaś.
Jestem pewien, że pewnie cała szkoła słyszała.
Ale życzę wam szczęścia.
Jeśli to przeznaczenie, to niech wam się uda.
Ja wtedy usunę się w cień.
Już nigdy o mnie nie usłyszysz.
Zniknę z twojego życia.
Ale pamiętaj, że byłaś pierwszą osobą, którą pokochałem
i ostatnią, którą mógłbym przestać.
Tajemniczy xXx
C
Kiedy skończyłam czytać nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Miałam tyle pytań w głowie. Kim jest osoba, która wysyła mi te listy? Co oznacza to niedomknięte kółko w prawym dolnym rogu? Jakim cudem usłyszał? Przecież szeptałam cały czas. Byłam ostrożna. Skoro jest bliżej niż myślę, to może jest to ktoś, kogo już znam, ale nie dostrzegam?
Nie wiedziałam tego. A nie dane mi było się długo nad tym zastanawiać, bo po chwili w moich drzwiach zastałam zdyszaną Ginny.
-Co się dzieje Gin?
-McGonagall. Wzywa. Wszystkich. Do. Wielkiej. Sali. - po każdym słowie następowała krótka przerwa, w której rudowłosa łapała oddech.
Widząc jej stan rzuciłam list na łóżko, złapałam przyjaciółkę za rękę i zaczęłam biec w kierunku wskazanego wcześniej miejsca.
Komentarze
Prześlij komentarz