Rozdział 11
Poczułam silne wstrząsy, które wybudziły mnie ze snu. Niechętnie uchyliłam oczy żeby ujrzeć rudowłosą, natrętną istotkę.
- Wstawaj Miona! Dzisiaj się z nim spotkasz! - Krzyczała rozentuzjowana Ginny. Minął tydzień odkąd dostałam list od “tajemniczego Księcia”. Powiedziałam Gin o wszystkim już następnego dnia, po czym od razu tego pożałowałam. Przez tydzień mówiła tylko o tym. Była ciekawa, dlaczego Harold nie chciał mi otwarcie powiedzieć, że to on. Często jak rozmawialiśmy podśmiewała się z kręconowłosego, który uparcie zmieniał temat.
- Już wstaję. - Jęknęłam, po czym bardzo niechętnie podeszłam, aby wybrać ubrania. Młoda Weasley chciała mnie zmusić na założenie sukienki, jednak postanowiłam ubrać się bardziej klasycznie. Wyjęłam zwykłe czarne rurki i bordowy sweterek, ku niezadowoleniu przyjaciółki. Skierowałam swoje kroki do łazienki by się doprowadzić do porządku. Po chwili szłam z rudowłosą do Wielkiej Sali na śniadanie. Całą drogę wymieniałyśmy się domysłami, jak miało wyglądać moje spotkanie z zielonookim. Specjalnie z tego powodu na śniadaniu usiadłyśmy dalej od wszystkich.
- Będzie mogło to wyglądać też tak. - kontynuowała dalej Ginny, gestykulując rękoma. - Pójdziesz pod Wierzbę Bijącą, będzie już tam na Ciebie czekał. Będzie ubrany w garnitur z wielkim bukietem słoneczników! Kiedy tylko podejdziesz uklęknie przed Tobą, wyzna Ci miłość w najpiękniejszy możliwy sposób i wręczy Ci kwiaty. Potem pod wpływem chwili i romantycznej atmosfery nachyli się nad Tobą, twoje nozdrza zwariują pod wpływem jego oszałamiających perfum i sama oddasz się chwili. Również się pochylisz i pocałujesz go! No, ty to bardziej na palcach staniesz. - Skwitowała na koniec i obleciała wzrokiem całą moją sylwetkę.
Zaśmiałam się cicho na poczynania przyjaciółki. Przeżywała nasze to wszystko bardziej niż ja. Na początku myślałam, że będzie to zwykłe spotkanie, ale po dłuższej rozmowie z Rudą i słuchaniu jej domysłów zaczęłam się denerwować. Jeśli choć jeden z romantycznych scenariuszy Ginny miałby się sprawdzić, nie wiedziałabym jak się zachować.
-Nie śmiej się! Tak będzie! A teraz zbieraj się, bo Haruś właśnie wyszedł. Odkręciłam się szybko w stronę drzwi. Przechodził przez próg wejścia do Wielkiej Sali. Dojadłam szybko tosta i szybkim tempem poszłam pod Bijącą Wierzbę. Kiedy byłam na błoniach prawie biegłam. Widząc przed sobą drzewo do którego zmierzałam zwolniłam i starałam się unormować oddech. W oddali widziałam jakąś postać stojącą w bezpiecznej odległości od drzewa. Podchodząc coraz bliżej mogłam dojrzeć więcej szczegółów. Dość długie kręcone włosy, wysoka i szczupła sylwetka. Harold. Stał wpatrzony w jakiś odległy punkt na skraju Zakazanego Lasu. Powędrowałam za jego wzrokiem. Przyglądał się dość niskiemu chłopakowi o brązowych oczach. Miał na sobie szaty Gryffindoru. Był to chłopak, którego poznałam jakiś czas temu. Jeśli dobrze pamiętam, to nazywał się Louis. W pewnym momencie podszedł do niego wysoki, jak sądząc po szatach, Ślizgon. Louis widząc go, podszedł do niego i go przytulił. Rozmawiając poszli w kierunku zamku.
- Hej. - podeszłam do chłopaka i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Cześć Miona. - Uśmiechnął się lekko, ale cały czas wracał wzrokiem do znikających chłopaków.
- Nie mogłam doczekać się tego spotkania. - Powiedziałam, lekko się rumieniąc.
- Naprawdę? Dlaczego? - zapytał szczerze zdziwiony.
- Bałam się jak to będzie wyglądać. Że na naszym spotkaniu będzie jakoś niezręcznie.
- Nie rozumiem czemu miałoby być niezręcznie. Chodź usiądziemy i porozmawiamy normalnie. - powiedział po czym zaczął się śmiać ukazując rządek białych zębów i słodkie dołeczki. Jego śmiech był jak muzyka dla moich uszu. Delikatny, a jednocześnie dźwięczny i taki beztroski. Można bylo jednak wyczuć, że śmiech jest trochę wymuszony. Może się stresował? Albo pewnie mi się wydawało, więc chwilę dołączyłam do niego i śmiałam się głośno.
Spędziliśmy swój czas na żartach i wygłupach. Kiedy zaczęło się ściemniać, postanowiliśmy wrócić do zamku. Zielonooki odprowadził mnie na czwarte piętro.
- Dzięki za dzisiaj. - Powiedział, kiedy stanęliśmy przed portretem Snape’a. - W głębi duszy chciałem spędzić dzisiejszy dzień z moją miłością, wiesz? - Powiedział , a mnie ugięły się kolana. W moim brzuchu czułam stado motyli, które chcą wydostać się na zewnątrz. Przepełniała mnie niewyjaśniona euforia, ponieważ bądź co bądź Harold był jednym z najinteligentniejszych chłopaków z Hogwartu, oraz był jednym z najprzystojniejszych, a zwrócił uwagę na mnie i podarował mi swoje serce. Uśmiechnęłam się szeroko, wspięłam na palce i pocałowałam brązowowłosego w policzek. Również uśmiechnął się szeroko, powiedział krótkie “dobranoc” i poszedł w stronę lochów. Odprowadziłam go wzrokiem. Kiedy zniknął za zakrętem wypowiedziałam hasło i weszłam do Salonu Wspólnego. Zastałam bardzo ciekawy widok. Ginny i Blaise śmieli się w najlepsze na kanapie, a Draco siedział na fotelu i przyglądał się im z lekkim uśmiechem błąkającym się na twarzy. Kiedy usiadłam na fotelu naprzeciw Dracona wszyscy spojrzeli na mnie.
- I jak? - Spytała bez żadnych ogródek Ruda.
Chwilę przyglądałam się wszystkich w Salonie, bo nagle przestali się śmiać tylko uważnie słuchali tego co powiem.
- Było wspaniale! - Krzyknęłam, na co Ginny pisnęła z uciechy i rzuciła się na mnie, co poskutkowało tym, że teraz razem siedziałyśmy na jednym fotelu.
- Ej no, ja też tak chcę! - żachnął się czarnoskóry. My z Ginny zaczęłysmy się tylko głośniej śmiać. Tylko nasza trójka miała wyśmienite humory. Malfoy siedział z nieodgadnionym wyrazem twarzy i mi się przyglądał.
- Z kim tak właściwie widziałaś Granger? - Powiedział nagle, przez co znowu zapanowała chwilowa cisza.
- Właśnie. Bo cieszymy się, że było wspaniale, ale nie wiemy z kim się widziałaś. - Powiedział Zabini kiwając głową.
- Sorki chłopcy, ale to jest raczej moja sprawa. - Powiedziałam, uśmiechając się złośliwie w kierunku blondyna. Nie zniechęciło go to jednak i próbował dalej.
- Ale skoro zaczęłaś mówić to przy nas, to powinnaś powiedzieć mi i Blaise’owi. - Mówił, wskazując palcem to na siebie to na swojego przyjaciela, który tylko kiwał głową..
- Powiedz im, co ci zależy. I tak jak będziecie razem to się dowiedzą.
- Będziecie razem? To jeszcze bardziej chce wiedzieć kim jest ten szczęściarz! - Powiedział brunet zakładając nogę na nogę i podpierając głowę na splecionych dłoniach.
Teraz wszyscy bez wyjątku zaczęli się śmiać z tego widoku.
- No nie jestem przekonana... - Powiedziałam, ale widząc wzrok każdego z nich postanowiłam odpuścić. - No dobra. Widziałam się z Haroldem.
Blaise zagwizdał po czym wzrok przeniósł na blondyna, którego twarz nie wyrażała nic. Potem młoda Weasley zaczęła zadawać mi mnóstwo pytań na temat dzisiejszego spotkania, a zaraz potem dołączył się do tego Blaise. Malfoy widząc moja zdezorientowaną minę zaśmiał się, wstał, rzucił tylko “dobranoc” i poszedł do swojej komnaty.
Odpowiadałam cierpliwie na wszystkie pytania. Kiedy Ginny i Blaise wiedzieli już wszystko pożegnali się ze mną i wyszli razem dyskutując na temat wyglądu dzieci, które w przyszłości urodzę będąc w związku małżeńskim z Haroldem.
Po całym dniu byłam bardzo zmęczona, więc poszłam do pokoju po rzeczy potrzebne mi do kąpieli. Będąc już w łazience wzięłam długą kąpiel, podczas której wspominałam dzisiejszy dzień. Uśmiech sam cisnął mi się na usta. Harold był kochany w stosunku do mnie. Nie wiedziałam czy to tylko moje wymysły, czy on między wierszami wyznał mi miłość. Żałuję, że nie porozmawiałam o tym z Rudą, jednak bałam się poruszać ten temat przy czarnoskórym chłopaku. Kiedy woda była już chłodna wyszłam z wanny. Założyłam piżamę i skierowałam się do mojego pokoju. Kładąc się spać dostrzegłam, że na poduszcze leży koperta. Taka sama koperta jak ostatnim razem, kiedy dostałam list od tajemniczej osoby. Taka sama, jaka była na boisku Quidditcha. Wzięłam list do ręki i drżącymi rękoma otworzyłam go. Moje serce waliło głośno w piersi.
Droga Hermiono!
Cieszę się, że podobało Ci się dzisiejsze spotkanie.
Szkoda tylko, że nie spędziłaś tego dnia ze mną.
Widziałem Cię z Haroldem.
I to akurat w tym miejscu, gdzie się umówiliśmy.
Nie mogę Ci robić z tego powodu wyrzutów.
Nie wiedziałaś z kim masz się spotkać.
Dzisiaj chciałem się ujawnić.
Ale skoro mi się nie udało, to poczekam jeszcze trochę.
Może to był znak?
Nie wiem.
Będę zostawiał Ci listy.
Myślałem, że będę musiał napisać tylko jeden.
Ale byłoby warto pisać je, żeby chociażby widzieć uśmiech na twojej twarzy.
Taki sam uśmiech, który pojawił się na twojej twarzy na treningu.
Zawsze, kiedy mam gorszy dzień staram go sobie przypomnieć.
Staram się myśleć, że był dzień, kiedy dzięki mnie, na twej twarzy zakwitł uśmiech.
Mam nadzieję, że szybko nadarzy się okazja, byśmy mogli spędzić cudowny czas razem.
(Choć tego jeszcze nie wiesz) Twój Jedyny.
O
Kończąc czytać moje oczy były wilgotne od łez. Od łez wzruszenia, ponieważ list był piękny i od łez zawiedzenia. Byłam święcie przekonana, że to Harold jest nadawcą tych listów. Jednak myliłam się. Było mi przykro, że to jednak nie on pisał te wiadomości. Harold był chłopakiem idealnym. Był przystojny, inteligentny i zabawny. Jednak i bez listów dowiedziałam się, że coś do mnie czuje. Chyba. Nie miałam pewności. Nigdy nie powiedział mi tego otwarcie. Mogłam się tylko domyślać. Ale sam przecież powiedział, że w głębi duszy chciał spędzić dzisiejszy dzień z miłością swojego życia. Powiedział to, kiedy mi podziękował za dzisiejszy dzień. Było mu miło. Podobało mu się. Więc czym ja się przejmuje? Powinnam poczekać i zobaczyć, jak dalej rozwinie się nasza znajomość. Jestem też ciekawa nadawcy listów. Jest to pewnie osoba uczuciowa. W pierwszym liście otwarcie napisał, że nie jest z Gryffindoru. Ponoć znałam go już wcześniej. Może to jakiś Puchon albo Krukon? Ernie Macmillan, Puchon który jest bardzo miły dla wszystkich i który był ponoć we mnie zakochany przed wojną. Nie wiem jak jest teraz. Podobno Ginny nadal przyłapuje go na tym, że mi się przygląda. A z tego, co mówiły inne dziewczyny był bardzo romantyczny, jednak strasznie nieśmiały. Wszystko by się zgadzało. Muszę jutro do niego iść i z nim porozmawiać.
Czytałam nowy list kilka razy, ale nie było na nim nic, co mogłoby mnie naprowadzić na odpowiednią osobę. Było tylko kółko, które ktoś nakreślił pewnie dlatego, żeby rozmazać trochę pióro przed pisaniem. Włożyłam list do szuflady przy łóżku, gdzie spoczywał już wcześniejszy list. Przyłożyłam głowę do poduszki i od razu zasnęłam zmęczona dzisiejszym dniem.
Stałam na wielkiej polanie w zwiewnej białej sukience i rozpuszczonych włosach. Nigdzie nie było żywej duszy. Na całą długość polany rozciągały się różnokolorowe kwiaty. W centrum stało wielkie, dające przyjemny cień drzewo. Od razu skierowałam się w tamtym kierunku. Podchodząc coraz bliżej drzewa dostrzegłam, że po przeciwnej stronie ktoś stoi. Chciałam podejść bliżej jednak postać odchodziła w przeciwnym kierunku. Chodziliśmy tak wokół drzewa dłuższy czas, kiedy nagle postać zatrzymała się do mnie plecami. Przystanęłam, żeby uformować oddech i przyjrzeć się owej postaci. Była wysoka, dobrze zbudowana. Był to mężczyzna, co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Ubrany był w biały garnitur, przez który jakby świecił niezwykłym blaskiem. Podeszłam bliżej i dotknęłam ramienia nieznajomego. Poczułam przyjemne ciepło i miłość, która jakby unosiła się między nami w powietrzu. Chciałam Go odwrócić w swoją stronę, jednak chłopak opierał się. Usłyszałam jeszcze tylko od niego “Jeszcze nie teraz.” po czym zniknął. Znów stałam sama na polanie zalanej kwiatami.
Otworzyłam oczy. To był tylko sen. Nie był to koszmar. Był to wspaniały sen. Nadal czułam to przyjemne ciepło i miłość w sobie. Uśmiechnęłam się do siebie. Kim był ten chłopak? Znałam go. Musiałam go znać. Jednak nie mogłam w ogóle rozpoznać.
Spojrzałam za okno. Księżyc górował jeszcze na niebie. Mogłam jeszcze zasnąć. Jednak wiedziałam, że po tym śnie trudno mi będzie to uczynić. Zastanawiając się długo nad sensem snu, usnęłam.
Komentarze
Prześlij komentarz