Rozdział 13
Biegłam ile sił w nogach ciągnąc za sobą młodą Weasley. Korytarze, przez które przebiegałyśmy, świeciły pustkami. Nie było na nich żywej duszy. Ani nie żywej, zważając na to, że znajdujemy się w Hogwarcie, gdzie grasowały duchy. Kiedy wejście do Wielkiej Sali było w zasięgu wzroku, zwolniłyśmy i starałyśmy się unormować oddech. Po chwili wchodziłyśmy pomiędzy uczniów, którzy również nie wiedzieli, co ma nam do powiedzenia nowa dyrektorka.
- Dziękuję wszystkim za szybkie przybycie. - zaczęła profesor McGonagall, czym zwróciła uwagę wszystkich - Pewnie zastanawiacie się, dlaczego wezwałam was wszystkich tak nagle. Otóż dostałam sowę z Ministerstwa Magii, gdzie poinformowano mnie, że w tym roku, w naszej szkole, odbędzie się bal bożonarodzeniowy upamiętniający poległych w II Bitwie o Hogwart.
Była nauczycielka transmutacji widząc zwątpienie i niezrozumienie na twarzach uczniów ciągnęła dalej.
- Jest to takie niezwykłe i chciałam, żeby wszyscy się tutaj zebrali, ponieważ sowa przyszła do mnie z wielkim opóźnieniem. Bal Bożonarodzeniowy odbędzie się za miesiąc.
Kiedy skończyła mówić, w Sali dało się słyszeć podniecone i zarazem przestraszone głosy. Dziewczęta rozmawiały o strojach, które włożą na ten specjalny wieczór. Chłopcy natomiast omawiali plany zaproszenia na tańce swoje wybranki.
- Zapraszam do siebie do gabinetu prefektów naczelnych. - Powiedziała jeszcze tylko Minerwa McGonagall i zeszła z mównicy.
Spojrzałam niepewnie na Ginny, a ona tylko wzruszyła ramionami i odeszła do dziewczyn ze swojego rocznika. Wywróciłam oczami i odwróciłam się z zamiarem odejścia, jednak zderzyłam się z kimś.
- Przepraszam, nie widziałam Cię.
- Spokojnie. Możesz otwarcie powiedzieć, że na mnie lecisz.
Słysząc to spojrzałam w górę i ujrzałam parę stalowych oczu.
- Zabawne, ale nie schlebiaj sobie Malfoy za bardzo. - powiedziałam i już chciałam odejść, ale poczułam ucisk na swoim nadgarstku.
- Co znowu? - zapytałam jakby od niechcenia widząc, że to Malfoy zajmuje mój czas, kiedy to powinnam iść do gabinetu dyrektorki.
- Czy ty musisz być dla mnie taka oschła? - westchnął po czym przeniósł swoją rękę z mojego nadgarstka na dłoń i splótł razem nasze palce.
- Co ty… - Nie dane mi było dokończyć, ponieważ poczułam szarpnięcie, przez co blondyn mnie puścił.
- Zostaw ją w spokoju. Dobrze Ci radzę.
- Bo co mi zrobisz? - zakpił blondyn i uśmiechnął się jak tylko on potrafił, co podziałało na drugiego chłopaka jak płachta na byka i wymierzył cios młodemu Malfoyowi. Draco nie pozostawał mu dłużny i oddał uderzenie. Po chwili bili się, robiąc niemałe widowisko w wejściu do Wielkiej Sali.
Przez chwilę tkwiłam w szoku, ale po krótkim czasie odzyskałam świadomość. To Draco i Ron bili się, tak właściwie, w jej sprawie. Chciałam jakoś zareagować, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić Blaise i Harry rozdzielali bijących się chłopaków. Po kilku minutach, które wydawały się być wiecznością w końcu im się to udało.
- Nigdy więcej jej nie dotykaj!
- Nikt, a już szczególnie ty, nie będzie mi rozkazywać!
- Doprawdy? Nie boisz się, że zarazisz się czymś dotykając szlamy?!
Krzyknął, a wszyscy zamilkli. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Oczy zaszły mi łzami i zaczęłam przepychać się przez tłum. Nie chciałam rozpłakać się na środku korytarza. Idąc pod gabinet dyrektorki zastanawiałam się, co kierowało chłopakiem. Dlaczego powiedział, że jestem szlamą. Zawsze denerwował się, jak mnie tak nazywano, a teraz sam mnie tak nazywa? Z resztą… Najpierw byliśmy przyjaciółmi, a w tym roku obraża mnie i robi mi jakieś bezsensowne wyrzuty na każdym kroku. Nie wiedziałam jak można zmienić się w tak krótkim czasie. Myślałam, że zawsze będziemy przyjaciółmi. Że zawsze będziemy mogli na sobie polegać. Zawiodłam się na nim. Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. Starłam ją szybkim ruchem ręki i przyspieszyłam kroku. Nie będę przejmować się kimś, kto uważa mnie za szlamę. Nie będę dawała mu powodów, żeby przebywał w moim towarzystwie dłużej niż to konieczne.
Po chwili byłam przed wielką himerą strzegącą gabinetu dyrektora szkoły. Podałam hasło i weszłam po spiralnych schodach. Już chciałam pukać, kiedy drzwi się otworzyły i wyszła z nich zdenerwowana Ślizgonka, której imienia nie znałam.
- Proszę wejść Panno Granger. Jest z panią Pan Malfoy?
- Nie, nie ma go.
- No trudno, poczekamy na niego.
Zapadła długa cisza przerywana jedynie tykaniem wielkiego zegara stojącego w rogu gabinetu.
- Przepraszam Pani dyrektor, już jestem. - powiedział zdyszany Malfoy.
Obie spojrzałyśmy na niego. Jego koszula była pomięta oraz zakrwawiona przy mankietach. Z twarzy, wcześniejszą bójkę, zdradzało małe rozcięcie na łuku brwiowym.
- Gdzie ty byłeś tyle czasu?! I co Ci się stało?!
- Długa historia. - powiedział, po czym zajął miejsce w fotelu obok mojego.
- No więc nie przedłużając, bo i tak jesteśmy tu dłużej niż planowałam. - spojrzała na Dracona znad swoich okularów, a chłopak zaśmiał się niezręcznie i podrapał po karku. - ogólnie chodziło mi o to, żebyście pomogli nam w dekoracjach na Bal. Chodzi tylko o znalezienie odpowiednich i kupienie ich w Hogsmeade. Oczywiście zostaniecie zwolnieni z lekcji, żeby to zrobić, bo lista potrzebnych rzeczy jest bardzo długa.
- Jak długa? - wciął się blondyn.
Starsza kobieta wstała ze swojego fotela i podeszła do wielkiej szafy, gdzie było mnóstwo pergaminów.
- Wraz z nauczycielami wcześniej się domyślaliśmy, że Bal odbędzie się u nas, więc już zawczasu przygotowaliśmy plan wystroju Sali.
Wyjęła małej szerokości pergamin po czym położyła go na biurku tak, że rozwinął się na całą swoją długość. Spojrzeliśmy z Malfoyem po sobie, kiedy zauważyliśmy, że końcówka pergaminu zatrzymuje się dopiero przy drzwiach.
- Raczej wątpię, żeby udało wam się zebrać wszystko w jeden dzień, więc będziecie mieli dowolną liczbę wyjść. Oczywiście bez przesady. - spojrzała na Malfoya. - Dekorowaniem zajmą się nauczyciele. A no i najważniejsze. Jako prefekci naczelni idziecie razem. To chyba wszystko. Możecie już iść.
Jednym ruchem różdżki zwinęła listę i podała mi ją do ręki.
Wyszliśmy z gabinetu z nie tęgimi minami.
- Więc idziemy razem. Jako para. - zaczęłam powoli. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Niedawno przestaliśmy na siebie warczeć, a tu już każą nam iść na bal. Razem. JAKO PARA.
- Na to wychodzi. Ale spokojnie. - powiedział, kiedy zobaczył moją minę.- Jak będziemy chodzić i szukać tego wszystkiego co jest na tej przeklętej liście, to się lepiej poznamy. - wyrwał mi z rąk pergamin i zaczął go przewracać w dłoni.
- Nie wiem czy to jest napewno dobry pomysł.
- Czemu tak myślisz?
- No a co powiedzą twoi przyjaciele? Arystokrata czystej krwi pójdzie na Bal ze szlamą.
- Po pierwsze, nie mów tak. Nie jesteś szlamą. Jesteś bardziej wyjątkowa niż większość arystokracji. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Nawet nie wiedziałam kiedy się zatrzymaliśmy. - Po drugie, nie obchodzi mnie to, co powiedzą inni. A po trzecie, wydaje mi się, że bardziej boisz się tego, co pomyśli sobie Weasley jak nas razem zobaczy.
Zatkało mnie. Nie chciałam przyznać tego sama przed sobą, ale taka była prawda. Bałam się tego, co powie Ron z Harrym. Harry raczej zrozumie. Gorzej będzie z Ronem. On nigdy nie mógł zrozumieć tego, że ktoś robi coś nie po jego myśli. Nie mogłam wyobrazić sobie, jak zareaguje jak nas razem zobaczy. Po ostatnich sytuacjach, mogę się wszystkiego spodziewać.
- Idę do pokoju. A ty rób co chcesz.
Wyrwałam mu listę z dłoni i odeszłam. Weszłam szybko do dormitorium, wzięłam piżamę i skierowałam swoje kroki do łazienki. Potrzebowałam teraz długiej kąpieli żeby wszystko przemyśleć. Leżąc w gorącej wodzie zastanawiałam się, jak mógłby wyglądać ten bal. Miałam tam iść z Malfoyem. Z chłopakiem, który zawsze mnie poniżał, obrażał. Teraz jest miły. I jest bliżej mnie, niż Ron czy Harry, z którymi obiecałam sobie, że będziemy razem na zawsze. Na dobre i na złe. A teraz zastąpił ich Malfoy. Może nie rozmawiamy zbyt często, ale odkąd przeprosiliśmy się i porozmawialiśmy szczerze, coś się między nami zmieniło. Byliśmy bliżej siebie emocjonalnie. Zastanawiałam się też, dlaczego Ron się tak zachowuje. Nigdy nie był taki. Myślałam, że się przyjaźnimy. Jak widać, myliłam się. Tak jak co do Dracona. Pokręciłam głową i wyszłam już z dość chłodnej wody. Odłożyłam swoje rzeczy do szafy, kiedy moją uwagę przykuła karteczka leżąca na biurku.
Droga Hermiono,
Co ty na to, żebyśmy poszli jutro do Hogsmeade?
Nie chcę zostawiać tego wszystkiego na ostatnią chwilę.
A i tak nie mamy jutro zbyt ciężkich lekcji, więc możemy ten fakt wykorzystać.
Co ty na to?
Odpisz mi jak najszybciej.
Draco
Uśmiechnęłam się do kartki. Szczerze mówiąc myślałam, że będę musiała czekać do ostatniej chwili i zaganiać blondyna do tego, by pójść na zakupy związane z Balem. Może przy okazji rozejrzałabym się za suknią? To dobry pomysł. Wzięłam do ręki pergamin i pióro.
Drogi Draco,
To bardzo dobry pomysł żeby jutro pójść.
Spotkajmy się o 10 w Sali Wejściowej.
Wcześniej pójdę to profesor McGonagall, żeby ją uprzedzić.
Hermiona
Machnęłam różdżką i list zniknął. Położyłam się w łóżku z zamiarem zaśnięcia, kiedy usłyszałam zza ściany “No to fajnie! Jesteśmy umówieni!”. Zaśmiałam się słysząc głos Ślizgona. Z uśmiechem na twarzy zasnęłam.
Komentarze
Prześlij komentarz