Rozdział 15

Nim wszyscy się spostrzegli nastał dzień Balu. Do tego czasu wraz z Ginny i Pansy spędzałyśmy dużo czasu razem, na przygotowaniach swoich strojów na tą wielką uroczystość. Coraz częściej można było zobaczyć nas razem. Razem z Draconem także zbliżyliśmy się do siebie. Wszystkie dekoracje kupiliśmy w czasie drugiego wyjścia, więc kilka wyjść mogliśmy wykorzystać dla siebie.
Wybieraliśmy te dni, kiedy mieliśmy powtórki do OWUTEMów. Za każdym razem rozmawialiśmy, poznawaliśmy się jeszcze bardziej. Rzadko jednak widywałam się z Harrym i Ronem. Od ostatnie incydentu przed Wielką Salą nie odzywamy się od siebie.
W dniu dzisiejszym wszystkie lekcje były odwołane, żeby uczniowie mogli przygotować się na wieczór.
Była piętnasta, kiedy wracałam z biblioteki. Mimo że niedługo były Święta, chciałam odrobić wszystkie zadane prace, aby w czas wolny naprawdę odpocząć. Będąc przed portretem Severusa podałam hasło i weszłam do środka. W salonie był Malfoy i Zabini, który tłumaczył coś blondynowi gestykulując przy tym mocno rękami. Kiedy przeszłam przez próg, czarnoskóry przerwał i obaj spojrzeli na mnie.
-Co ty tu robisz? - zapytał blondyn.
-Od pół roku tu mieszkam, jakbyś nie zauważył. - zaśmiałam się, ale chłopaki mieli poważne miny. - Coś się stało?
-Nie, tylko spodziewaliśmy się Ciebie trochę później. - powiedział Blaise podchodząc do mnie i mnie obejmując. - No wiesz, Bal dopiero za ponad cztery godziny. - powiedział patrząc na zegar.
-Masz rację, ale ja nie mam do końca skompletowanego stroju.
-No to faktycznie, powinnaś zacząć się szykować. Musisz wyglądać dzisiaj zjawiskowo. Nie żebyś codziennie tak nie wyglądała, ale dziś musisz wyglądać jeszcze lepiej. - mówiąc puścił mi oczko i poprowadził pod drzwi pokoju. - Ty się idź szykuj, a ja postaram się, żeby Draco także wyglądał w miarę znośnie.
-Ej! - krzyknął blondyn z kanapy.
-Sorki stary, ale trudno będzie Ci przyćmić Mionę.
Zarumieniłam się delikatnie. Wyswobodziłam się z obięć Ślizgona i żegnając się krótko weszłam do swojego pokoju. Odłożyłam torbę z książkami i położyłam się na łóżku. Musiałam odetchnąć i przygotować się psychicznie na dzisiejszy wieczór. Mimo iż nie był to mój pierwszy bal, nie wiedziałam jak zareagują moi przyjaciele na fakt, że przyszłam tam z Malfoyem. Nikomu z Gryffindoru o tym nie powiedziałam. Wiedzieli tylko Pansy i Blaise. W końcu to najlepsi przyjaciele Dracona.
Z rozmyślań na temat dzisiejszego wieczoru wyrwało mnie stukanie w szybę. Wstałam i otworzyłam okno, przez które wleciała czarna sowa. Nim zdążyłam jakkolwiek zareagować ptak upuścił na moim łóżku list i wyleciał przez nadal otwarte okno. Zdziwiona zamknęłam okno i wzięłam list do ręki. Od razu poznałam kopertę i znaczek odbity na wosku. Nie pierwszy raz dostałam taki list. Przełamałam pieczęć i zaczęłam czytać.

Droga Panno Granger,
Chciałabym Panią poinformować, że rozpocznie dziś Pani z Panem Malfoyem Bal jako prefekci naczelni.
Pan Malfoy również dostał sowę.
Minerwa McGonagall

Kiedy skończyłam czytać nie mogłam w to uwierzyć. My mieliśmy rozpocząć tańce? Dyrektorka mogła nam wcześniej powiedzieć, to byśmy chociaż poćwiczyli. A tak to zatańczymy bez przygotowania. Przy całej szkole. Razem.
Potrząsnęłam głową, żeby odrzucić od siebie złe myśli. Nie chciałam żeby przez stres przed tańcem wyszło jeszcze gorzej. Co ma być to będzie. Z tą myślą poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Kiedy wyszłam z pod ciepłej wody wzięłam się za ułożenie włosów. Upięłam je w luźnego, ale uroczego koka. Zrobiłam również delikatny, ale mocniejszy niż zazwyczaj makijaż.
Wróciłam do pokoju, aby dokończyć kompletowanie mojego stroju. Zegar wskazywał osiemnastą trzydzieści, co oznaczało, że zostało mi pół godziny. W całej mojej stylizacji brakowało mi tylko naszyjnika. Nie miałam żadnego, który pasowałby do sukienki. Chciałam pożyczyć od Pansy lub Ginny, ale one również nic nie miały. Kiedy zegar wskazywał za piętnaście, a ja nadal nie mogłam znaleźć odpowiedniej akcesorii, postanowiłam z niej po prostu zrezygnować. Założyłam sukienkę oraz buty i przejrzałam się w lusterku. W sukience wyglądałam jak księżniczka, a czarne szpilki dodawały mi wzrostu. Mój lewy nadgarstek zdobiła bransoletka z białego złota którą dostałam od mamy, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Całość prezentowała się bardzo ładnie, jednak brak naszyjnika dawał o sobie znać. Kiedy zegar wybił dziewiętnastą usłyszałam pukanie do drzwi. Ostatni raz przejrzałam się w lusterku i poszłam otworzyć drzwi. Za nimi stał Malfoy. Ubrany był w czarny garnitur, białą koszulę i muszkę w kolorze pudrowego różu. Uśmiechnęłam się delikatnie, że Draco zrozumiał moje ciche aluzje.
Przez ostatnie dwa tygodnie mówiłam, jak urocze są pasujące do siebie pary, jak idą gdzieś razem. Mówiłam jak urocze jest, jak chłopak zakłada muszkę bądź krawat w kolorze sukienki partnerki.
-Ślicznie wyglądasz. Jednak coś mi nie pasuje. - powiedział lustrując mnie całą.
Zmarszczyłam brwi i podeszłam do lusterka. Patrzyłam na swoje odbicie zastanawiając się, co nie podobało się Ślizgonowi. Byłam tak zajęta szukaniem niedoskonałości w moim stroju, że nie zauważyłam kiedy do mnie podszedł. Zwróciłam na to uwagę dopiero wtedy kiedy jego ręce znalazły się przed moją twarzą. Zdezorientowana nie wiedziałam co On robi, zrozumienie przyszło dopiero wtedy, kiedy spojrzałam w lusterko. Draco zakładał mi piękny naszyjnik. Była to koniczynka, której listki wyglądały jak wykonane z białego diamentu.
-Teraz jest idealnie. - szepnął mi do ucha, opierając ręce na moich biodrach.
Chłopak miał racje. Naszyjnik idealnie pasował do mojej bransoletki i dopełniał cały strój.
-Dziękuję. - powiedziałam odwracając się w jego stronę.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego platynowo-szare oczy hipnotyzowały. Żadne z nas nie chciało przerwać kontaktu wzrokowego. Sekundy trwały jak godziny. W pewnym momencie blondyn przeniósł wzrok na moje usta i znów na oczy. Zaczął powoli przybliżać swoja twarz do mojej, a ja byłam zbyt zafascynowana jego oczami, żeby cokolwiek zrobić. Kiedy nasze oddechy zaczęły się mieszać, gdzieś w mojej głowie odezwał się głosik, że powinnam się odsunąć, ale nie mogłam. A raczej nie chciałam.
-Szybko moi kochani, musimy już iść, jeśli chcemy zrobić sobie zdjęcia!
Krzyknął Zabini, który nie wiadomo skąd się pojawił. Razem z Malfoyem odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na parę, która teraz śmiała się w najlepsze.
-Jak długo tu stoicie? - zapytał Draco.
-Tak właściwie dopiero przyszliśmy. - powiedziała Ginny, która była partnerką czarnoskórego na tegorocznym balu. -No, ale chodźmy, bo bal zaczyna się za dwadzieścia minut.
Przytaknęłam i wyminęłam Malfoya i razem z Rudą wyszłyśmy z pokoju kierując się do Wielkiej Sali. Po chwili chłopaki szli obok nas. Blaise, tak jak Draco, miał muszkę w kolorze sukienki Ginny i czarny garnitur. Gin miała natomiast czerwoną, rozkloszowaną sukienkę z koronki i czarne szpilki, a jej szyję zdobił złoty wisiorek ze zdrobnieniem jej imienia.
Kiedy doszliśmy na miejsce para skończyła robić sobie zdjęcie. Pierwsi do fotografa podeszli Blaise i Ginny. Chłopak objął swoją partnerkę w pasie i oboje uśmiechnęli się szeroko. Widać, że ciągnęło ich do siebie. Bardzo często widywali się po zajęciach, lub kiedy Gin miała wolną chwilę. Przez ich spotkania często widywałam się z samą Pansy.
Para odeszła za aparat i Malfoy pociągnął mnie przed obiektyw. Jak wcześniej Zabini, Draco objął mnie w tali, a ja oparłam ręce na jego torsie. Patrzyliśmy sobie w oczy i świat przestawał istnieć, kiedy jednak usłyszeliśmy wołania fotografa, odwróciliśmy się i uśmiechaliśmy się szeroko. Nastał blask fleszy. Odeszliśmy z Draconem do pary przyjaciół. Coraz więcej par ustawiało się do zrobienia zdjęcia, a wiele już sobie zdjęcie zrobiło.
Razem weszliśmy do Wielkiej Sali, gdzie zebrała się już połowa szkoły. Sala wyglądała inaczej niż na co dzień. Sufit został tak zaczarowany, że spadały z niego płatki śniegu, które rozpuszczały się zanim zdążyły dotknąć podłogi. Ściany były jasno niebieskie, niemalże białe i wisiały na nich błękitno-niebieskie wstęgi zakończone wielkimi kokardami w tym samym kolorze. Gdzieniegdzie wisiały srebrne balony. Podłoga była biała, a na jej środku stała scena. Zamiast czterech stołów było wiele okrągłych stolików na sześć osób, nakrytych białymi obrusami i niebieskimi dodatkami. Były one rozmieszczone po bokach Sali, aby było wystarczająco dużo miejsca do tańca. Całość prezentowała się bardzo ładnie. Byłam zadowolona z efektu, bo jakby nie patrząc, była to po części zasługa moja i Draco. Usiedliśmy przy stoliku, gdzie siedział Harry wraz z Luną, która miała na sobie żółtą sukienkę do ziemi i żółte dodatki.
-No jesteście wreszcie, ile można czekać.
-Ciebie też miło widzieć Harry. - zaśmiałam się witając się z chłopakiem buziakiem w policzek. Luna widząc to odchrząknęła i poprosiła Harry’ego na stronę.
Siedzieliśmy przy stole i śmieliśmy się w najlepsze. W międzyczasie Wielka Sala zapełniała się uczniami. Kiedy byli już prawie wszyscy, profesor McGonagall Wstała i podeszła do mównicy.
-Witajcie na tegorocznym Balu Bożonarodzeniowym. - powiedziała zwracającym tym samym uwagę wszystkich w sali. - Dzisiaj nie tylko obchodzimy Święta, ale także wspominamy wszystkich poległych w II Bitwie o Hogwart. Uczcijmy minutą ciszy wszystkich naszych przyjaciół, nasze rodziny.
Zapanowała głucha cisza. Podczas wojny wiele osób straciło rodziny i osoby, które były dla nich ważne. Wszyscy wspominali szczęśliwe jak i smutne chwilę z poległymi. Rany nadal pozostawały świeże mimo że minął już ponad rok od tamtych wydarzeń.
-Dziękuję. - powiedziała dyrektorka przerywając ciszę. - A teraz, żeby nie przedłużać, proszę Prefektów naczelnych, aby rozpoczęli tańce.
Mina mi zrzedła. Przez przygotowania i rozmowy zapomniałam o tańcu. Spojrzałam przerażona na Malfoya. Ten tylko wstał i podał mi dłoń.
-Nie masz się o co martwić, wszystko będzie dobrze. Poradzisz sobie. - szepnął tak, żebym tylko ja go słyszała.
Niepewnie ujęłam jego dłoń, a on poprowadził mnie na środek parkietu.
-Rozluźnij się i daj się prowadzić. - powiedział.
Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Nagle zaczęły się pierwsze takty melodii. Otworzyłam oczy i zaczęliśmy tańczyć. Na samym początku moje kroki były niepewne, ale z czasem, kiedy na parkiecie było więcej par, przestałam się denerwować. Draco świetnie tańczył i przychodziło mu to bez najmniejszego problemu. Kiedy ostatnie takty ucichły, rozległy się ogromne brawa. Wróciliśmy do stolika, gdzie siedzieli nasi przyjaciele. Na początku Malfoyowi nie pasowało to, że mieliśmy siedzieć z Harrym, jednak kiedy kilka dni przed balem zaaranżowałam spotkanie w naszym salonie, chłopaki przekonali się do siebie.
-Pięknie wam wyszło. Nie rozumiem dlaczego tak się denerwowałaś. - powiedziała Ruda, która siedziała obok mnie.
-Wierz mi, gdyby nie to, że Draco umie tańczyć, potknęłabym się o własne nogi. - odpowiedziałam, po czym zaczęliśmy się śmiać.
Do północy wiele razy tańczyłam z Malfoyem i Blaisem, a nawet i z Niallem i Louisem. Raz tańczyłam z Harrym, który w połowie piosenki odszedł ode mnie tłumacząc, że musi zrobić coś ważnego, jednak jego mina wyrażała strach i stres.
Zdziwiłam się, ale nie powiedziałam nic, tylko wróciłam do stolika, przy którym siedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Luna, choć u niej to normalne.
Około północy wznieśliśmy oficjalny toast za poległych w bitwie. Wszyscy siedzieli przy swoich stolikach i rozmawiali, a w tle leciała wolna melodia.
-Mogę Cię prosić do tańca? - usłyszałam za sobą. Odkręciłam się i ujrzałam Rona stojącego z wyciągniętą ręką w moim kierunku. Spojrzałam na Ginny, która wyglądała na równie zdziwioną co ja. Biłam się z myślami, jednak po chwili przyjęłam dłoń chłopaka i dałam poprowadzić się na parkiet. Byliśmy jedną z nielicznych par, które nie siedziały przy stole. Chłopak położył mi ręce na biodrach, a ja położyłam mu dłonie na ramionach, jednak zachowałam dystans.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział przerywając ciszę panującą między nami.
-Dzięki. - mruknęłam. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Byliśmy pokłóceni i nie chciałam, żeby wybuchł, jak powiem coś nie odpowiedniego.
-Słuchaj, chciałbym Cię przeprosić. Za tamto pod Wielką Salą. Nie chciałem żeby tak wyszło.
-Spokojnie, nic się nie stało.
-Czyli mam rozumieć, że mi wybaczasz? - zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę nadziei.
-Tak. - poczułam ulgę, kiedy to powiedziałam. Nie lubiłam się kłócić z Rudzielcem. Tak czy siak byliśmy przyjaciółmi i każda kłótnia bolała jak pierwsza. - Ale pod jednym warunkiem. Przeprosisz również Malfoya.
Chłopak zaczął się śmiać, ale widząc mój poważny wyraz twarzy ucichł.
-Żartujesz, prawda?
-Nie, mówię całkowicie poważnie.
Czułam, jak ciało Rona spina się.
-Nigdy! - Krzyknął puszczając mnie. Akurat skończyła się piosenka, więc w Sali panowała cisza przerywana jedynie rozmowami niektórych uczniów. - Czy ty nie widzisz, że to przez niego się kłócimy?! Że to on nas od siebie oddziela?!
-Ron, uspokój się. - powiedziałam cicho łapiąc przyjaciela za rękę. - Wszyscy się patrzą.
-A niech się patrzą! - krzyknął jeszcze głośniej łapiąc mnie za nadgarstek. - Niech wszyscy się dowiedzą jaka jesteś łatwa i naiwna!
-Ron… - miałam łzy w oczach.
Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z Wielkiej Sali.
Nie zwracałam uwagi, że wszyscy się na mnie patrzyli. Pobiegłam do Sali Wejściowej i oparłam się o murek tak, że miałam widok na błonia i rozgwieżdżone niebo. Był grudzień, a temperatura nie spadała poniżej zera stopni. Stałam tak i starałam się uspokoić, jednak szloch cały czas wydobywał się z mojego gardła. Nie mogłam uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Kiedy Ron się tak zmienił? Zawsze był wybuchowy, ale nigdy nie obrażał mnie, a już tym bardziej przy całej szkole.
Nagle poczułam na swoich ramionach ciepły materiał, a do moich nozdrzy dotarł przyjemny zapach perfum.
-Wejdź do środka. Rozchorujesz się. - usłyszałam zachrypnięty głos Harolda.
-Nie chcę narazie. Wolę tu postać jeszcze chwilę. - powiedziałam nie patrząc na niego.
-W takim razie posuń się. - powiedział stukając mnie biodrem i opierając się obok mnie. Zaśmiałam się cicho na zachowanie chłopaka. Zielonooki widząc, że poprawił mi humor, zaczął wygłupiać się jeszcze bardziej. Po chwili dołączyłam do chłopaka i razem się wygłupialiśmy.
-I tak ma być codziennie. - powiedział ukazując szereg, białych jak perły, zębów. - Nie przejmuj się Weasleyem. On nie jest tego wart. Wszyscy dobrze wiedzą, że to co powiedział, jest nieprawdą. Wszyscy wiedzą jaka jesteś naprawdę.
-Nie sądzę.
-A ja tak sądzę. Na pierwszy rzut oka widać, że jesteś delikatna, inteligentna, troskliwa, silna… Po prostu idealna! - powiedział wyrzucając ręce w powietrze.
Zaśmiałam się cicho, ale zrobiło mi się ciepło na sercu. Miło było wiedzieć, że ktoś ma o nas takie zdanie.
-Dziękuję Harold.
-Nie ma za co. Pamiętaj, że zawsze Ci pomogę i że jestem bliżej niż myślisz. - puścił mi oczko. - powinnaś wracać. Twoi przyjaciele się o Ciebie martwią.
I wyszedł zostawiając mnie znowu samą. Coś mi nie pasowało. Już gdzieś słyszałam to, co on mi powiedział. Nagle w mojej głowie pojawił się obraz listu od tajemniczego jegomościa. “Pierwszą poznasz dzisiaj, a konkretnie: Jestem bliżej niż myślisz”. Czasami zapominałam, że to Harold jest moim tajemniczym wielbicielem. Przynajmniej tak myślała, bo nigdy jej się otwarcie do tego nie przyznał. Zawsze robił, bądź mówił coś, co wcześniej opisywane było w liście.
Wzięłam głęboki oddech i poszłam do Wielkiej Sali. Starałam się olewać wszystkie pary oczu, które były we mnie wpatrzone. Zdjęłam marynarkę kręconowłosego i powiesiłam ją na krześle. Przy stole nie było nikogo. Rozejrzałam się po parkiecie. Widziałam Ginny i Blaise’a, którzy tańczyli w najlepsze i samotnie stojącego Harry’ego stojącego tyłem. Podeszłam do niego tak cicho, na ile pozwalały mi obcasy i zakryłam mu oczy od tyłu. Chłopak wzdrygnął się i odwrócił w moją stronę.
-Co się dzieje Harry? Od jakiegoś czasu mnie unikasz. - powiedziałam, a chłopak unikał mojego wzroku.
-Hermiono… - zaczął rozglądając się nerwowo. - Nie możemy się dłużej przyjaźnić, ani nie możemy utrzymywać ze sobą kontaktu.
Chciał odejść, ale nie pozwoliłam mu na to. Złapałam go za ramię, przez co odwrócił się znowu w moją stronę.
-Dlaczego? - zapytałam drżącym głosem. Miałam szczerą nadzieję, że on żartuje.
-To nie ma sensu. Po odejściu ze szkoły i tak stracimy kontakt. Ty zajmiesz się swoim życiem, a ja swoim. - nadal nie patrzył mi prosto w oczy.
-Jesteś pewien, że to jedyny powód? - byłam bliska płaczu, ale nie chciałam płakać drugi raz.
-Nie. Jest jeszcze jeden. Luna jest strasznie zazdrosna i zabrania mi utrzymywać z tobą kontaktu. A od jakiegoś czasu jesteśmy razem i nie chcę, żeby cierpiała. - powiedział szybko i odszedł do stolika.
Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Ron mnie obraża, Harry mówi, że nie możemy się przyjaźnić, a to wszystko przez Lunę. Zawiodłam się na nich wszystkich. byli to moi przyjaciele. Byli dla mnie wszystkim. Po wojnie nie miałam nikogo, oprócz nich. Wyszłam z Wielkiej Sali z wysoko uniesioną głową. Nie chciałam wyjść na osobę, która cały czas płaczę i użala się nad sobą. Poszłam do mojego pokoju. Będąc w salonie zobaczyłam, że drzwi do pokoju Dracona są otwarte. Chciałam wejść i z nim porozmawiać, kiedy usłyszałam głos Zabiniego.
-Kiedy masz zamiar jej powiedzieć prawdę? - zapytał ze zniecierpliwieniem, które było wręcz namacalne.
-Jak dostanie wszystkie listy. - był to głos blondyna. Nie wiedziałam na początku, o czym on mówi. Dopiero po chwili zrozumiałam. Wszystkie listy, które dostawałam od tajemniczego jegomościa to były listy od niego! A to, co mówił Harold było tylko czystym przypadkiem.
-Dlaczego dopiero wtedy? Przecież to będzie za jakieś pół roku.
-Może i tak. Ale chce ułożyć całe “kocham Cię”, żeby wiedziała, że nie kłamię, co do moich uczuć.
Całe “kocham cię”? O czym on mówi?
-O czym ty mówisz do cholery? Jakie “kocham Cię”? - zapytał Zabini, jakby czytał mi w myślach.
-W rogu każdego listu pisałem jedną literkę. Po złożeniu ich wszystkich wychodziło “Kocham Cię”.
Nie mogłam tego dłużej słuchać. Blaise o wszystkim wiedział i nic jej nie powiedział? A Draco mnie okłamywał. Mówił, że nie wie o co chodzi, kiedy mu się zwierzałam z tego. Czy wszyscy bliscy mojemu sercu musieli ją zawodzić? Otworzyłam szerzej drzwi i spojrzałam na obu chłopaków. Widać, że żaden nie wiedział, że tu jestem, ani że żaden się mnie tu nie spodziewał.
-Słyszałaś wszystko, prawda? - zapytał blondyn, choć było to pytanie retoryczne. Kiwnął głową na Blaise’a, który od razu wstał i wyszedł.
Draco podszedł do mnie i chciał mnie złapać za ramiona jednak zrobiłam krok w tył.
-Nie dotykaj mnie. - powiedziałam z goryczą.
-Hermiono…. - zaczął, jednak mu przerwałam.
-Co Hermiono?! Jak długo miałeś zamiar to przede mną ukrywać?! Dlaczego nie mogłeś mi tego powiedzieć?! - krzyczałam, a on tylko stał ze spuszczoną głową, przez co wyglądał jak mały chłopiec, którego złapano na gorącym uczynku.
-A co miałem zrobić. Zauważ, że na początku mnie nienawidziłaś. Wyśmiałabyś mnie. A tak to mogłaś mnie lepiej poznać. Dowiedzieć się jaki naprawdę jestem.
-Nie wierzę Ci. - powiedziałam już ciszej, bo gdybym krzyknęła, zaczęłabym płakać.
Draco widząc mój stan podszedł do mnie i nim zdążyłam cokolwiek zrobić przytulił mnie. Na początku się wyrywałam, ale znowu poczułam to bezpieczeństwo i miłość z mojego snu. Teraz twarz stała się dla mnie wyraźna. Był to Draco. Płakałam w ramię Ślizgona, a on gładził mnie delikatnie po plecach.
-Powiedz mi prawdę. Całą. - powiedziałam, kiedy przestałam płakać.
Chłopak westchnął i posadził mnie na łóżku po czym przykucnął naprzeciw mnie.
-Dobrze. - zrobił krótką przerwę, aby zebrać myśli i zaczął mówić. - Wszystko zaczęło się na wojnie, kiedy ty, Potter i Weasley uratowaliście mnie. Wtedy zobaczyłem, że jesteś zmęczona, a jednak pomagałaś wszystkim. Potem kilka razy przez przypadek widywałem Cię w Londynie. Widziałem Cię jak się śmiejesz, jak spędzasz czas z przyjaciółmi. Po powrocie do szkoły musiałem stwarzać pozory, jednak kiedy dostałem list od matki, że mój ojciec nie zwraca uwagi na krew, darowałem sobie. Chciałem się do Ciebie zbliżyć, ale nie wiedziałem jak. Postanowiłem pisać listy, o których już wiesz. Kiedy opowiedziałaś nam wtedy swój sen, wiedziałem, że to ja Ci się śniłem. Zanim przyszłaś, opowiadałem Zabiniemu ten sam sen, tylko z piękną dziewczyną z lokami w roli głównej. Ja nie miałem wątpliwości co do tego, że to ty. Nie można pomylić z niczym dziewczyny, którą się kocha całym sercem. Potem były te wyjścia, które spadły mi z nieba. Wtedy nie mieliśmy wyboru i musieliśmy spędzać ze sobą czas. Wtedy jak, wyszedłem do mojego ojca, myślałem, że się zdenerwuje, że przyszedłem tu z tobą. Jednak on powiedział, że jesteś dobra i żebym się ciebie trzymał. To był miód na moje uszy. Uśmiechałem się wtedy jak głupi, bo wiedziałem, że mam wolną rękę od strony rodziny. Ostatnie co mi zostało to zdobyć względy u Ciebie. Nigdy nie zależało mi bardziej na innej dziewczynie, więc się nie poddawałem. Nie darowałbym sobie, gdybym sobie odpuścił. Za każdym razem miałem ochotę zabić kretyna, który się do Ciebie zbliżał, a już szczególnie Rona. Harolda nieszczególnie, bo był gejem i był zakochany w tym całym Louisie z Gryffindoru. Jednak teraz, kiedy rozmawiamy, chcę żebyś wiedziała, że kocham Cię. Nie wiem czy mi uwierzysz, ale chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie wszystkim. A wszystko to, co pisałem w listach było prawdą.
Łzy znowu mi ciekły po policzkach. Już jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że czuję coś do Ślizgona, jednak bałam się tego przyznać sama przed sobą. Pierwsza taka myśl nawiedziła mnie, kiedy Draco uratował mnie przed spadającą gałęzią. Wieczorny blask księżyca i gwiazdy odbijające się w oczach Ślizgona poruszyły moje serce. Jego troska, z jaką na mnie patrzył w tamtym momencie, działała jak miód na moje samotne i zmęczone życiem serce. Przed każdym naszym kolejnym spotkaniem, moje serce drżało z emocji. Błagałam Merlina, żebym znowu mogła znaleźć się w tych ramionach, w których czułam się bezpiecznie. Nie dopuszczałam jednak do siebie myśli, że to może być zauroczenie. Dopiero w przeddzień balu, kiedy pomagałam Pansy dobrać strój, uświadomiłam to sobie w rozmowie ze Ślizgonką. Parkinson opowiadała mi o książce, gdzie opisane są wszystkie emocje osoby zakochanej. Troska, ciągłe myślenie o danej osobie, tęsknota za jej obecnością, za jej ciałem, za jej głosem, oddechem. Kiedy to słyszałam, w głowie miałam obraz Malfoya. Wspomnienia wspólnie niedawno spędzonych chwil razem.
Teraz nie wiedziałam jak zareagować, więc przytuliłam się mocno do Malfoya. Na początku był zdziwiony, ale potem objął mnie równie mocno. Odsunęliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam, że Draco znów patrzy mi na usta, ale teraz ja przejęłam pałeczkę. Zbliżyłam się i pocałowałam chłopaka. Czułam jak uśmiecha się przez pocałunek. Najpierw był delikatny, a potem był coraz gorętszy, ale nadal subtelny. Oderwaliśmy się dopiero wtedy, kiedy zabrakło nam tchu. Na twarzach nas obojga gościł uśmiech.
-Mam rozumieć, że się zgadzasz?
Zaśmiał się, a ja nie rozumiałam o co mu chodzi.

-Hermiono Granger, czy zostaniesz moją dziewczyną?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prolog

Rozdział 12