Rozdział 4

-Po tym wydarzeniu Harry nie wrócił do Nory przez dwa dni, przez co mogłam spokojnie chodzić po całym domu. Wszyscy byli szczęśliwi, że znów zaczęłam normalnie funkcjonować. Jak wrócił, to cały czas na mnie patrzył, a jak moja mama zapytała się go, dlaczego nic nie mówi, wykrzyczał wszystkim, że ja powinnam wiedzieć to najlepiej. A że nikt nie wiedział o co chodzi wstał i powiedział, że z nim zerwałam, po czym wybiegł z domu. Nie wrócił do nas przez całe wakacje. Spotkaliśmy go dopiero dzisiaj przed pociągiem.
-Ginny? - zaczęłam niepewnie - A ty żałujesz, że z nim zerwałaś?
-Szczerze? Na początku tak, chciałam do niego iść i Go przeprosić, jednak w porę Merlin zdążył mnie zatrzymać.
-Jak to “Merlin”?
-Bo na początku nie wiedziałam czy mam do niego iść czy nie, więc poprosiłam Merlina o pomoc, o jakiś znak i przechodząc obok komody w moim pokoju strąciłam zdjęcie z Harrym i w miejscu jego twarzy była potłuczona. Uznałam to za znak.
Zaczęłam się głośno śmiać, a moja przyjaciółka spojrzała na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Gin, ty naprawdę myślisz, że to był znak? - wydusiłam między napadami śmiechu.
Rudowłosa dziewczyna spojrzała na mnie zdenerwowała, po czym wstała i wyszła z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Zaczęłam krzyczeć, żeby wróciła, jednak kiedy to nie nastąpiło wybiegłam za nią. Zobaczyłam, że obraz się zamyka, więc szybko pobiegłam w jego stronę. W ostatniej chwili stanęłam przed nimi i chcąc przez nie przejść uderzyłam kogoś.
-Strasznie przepraszam, naprawdę nie chciałam - powiedziałam po czym spojrzałam na osobę, którą uderzyłam.
-Hej - powiedział nieśmiało chłopak - Mogę wejść?
-Tak, jasne. Zapraszam. - powiedziałam i odsunęłam się, aby gość mógł wejść. Nic się nie zmienił odkąd ostatni raz go widziałam. Włosy nadal miał w artystycznym nieładzie. Szczerze cieszyłam się, że przyjechał, bo zaczęłam za nim tęsknić jak za całą jego rodziną, która została w domu.  - Co Cię do mnie sprowadza, bo z tego co wiem, to ty chyba już skończyłeś Szkołę.
-Tak, skończyłem, ale znów wracam. - westchnął, ale widząc moje niezrozumienie na twarzy wszystko wytłumaczył - Będę nauczycielem. Trochę późno, bo dosłownie godzinę temu Pani Hooch zrezygnowała, a ja, że wcześniej pytałem o tę posadę, dostałem ją po niej.
-Tak, Boże nawet nie wiesz jak się cieszę George! - krzyknęłam i przytuliłam chłopaka, a on mnie podniósł i okręcił wokół siebie.
-Czy ty musisz sprowadzać tu swoich kochasiów? - powiedział zdenerwowany Malfoy wychodząc z pokoju.
-A w czym Ci to przeszkadza, że zapraszam gości do MOJEGO dormitorium? - spytałam na pozór spokojnie, ale w środku zaczynałam gotować się ze złości
-A w tym, że to jest także MOJE dormitorium i nie życzę sobie ich tutaj. Chcę mieć święty spokój.
-Nie życzysz? - zapytałam retorycznie - Nie życzysz… A wiesz czego ja sobie nie życzę? Słuchać twojego bezsensownego gadania. Jak chcesz, mieć spokój to idź do swoich stęchłych lochów! Tam na pewno będzie spokojnie! - krzyknęłam.
Zdenerwowany blondyn zaczął mruczeć coś pod nosem i wyszedł z pomieszczenia. Usiadłam na kanapie i schowałam swoją twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak George siada na kanapie i obejmuje mnie przyjacielsko ręką. Dał mi to, czego teraz było mi potrzeba i czego skrycie brakowało mi przez całe wakacje. Bliskości. Praktycznie całe wakacje spędziłam sama. A on teraz po prostu był i nic nie mówił.
-Dziękuję. - szepnęłam.
- Nie ma za co. Ale wiesz, ja już będę leciał.
Wstałam razem z rudowłosym chłopakiem, po czym odprowadziłam Go do drzwi.
-Hermiono - zaczął Weasley, kiedy miał już wychodzić - Jutro, jako że jest sobota i nie ma zajęć, Mcgonagall powiedziała, że będzie można wyjść do Hogsmeade. Wyszłabyś ze mną? I z Ginny,Harrym i Ronem oczywiście. - powiedziała szybko po zobaczeniu mojej zdezorientowanej miny.
-Nie wiem czy chłopaki, chcieliby pójść, ale tak. Z chęcią pójdę. - powiedziałam z uśmiechem, a chłopak odpowiedział mi tym samym.
-To do jutra.
- Do jutra.

Wyszedł, a ja czułam się dziwnie szczęśliwa. Może dzięki niemu wszyscy znów się pogodzimy? Poszłam do mojej sypialni po piżamę i skierowałam się do łazienki. Byłam w niej po raz pierwszy. Była urządzona na biało. Zaraz na przeciwko drzwi stała wielka wanna wbudowana w podłogę, po lewej stronie stała ubikacja, a po prawej stały 2 umywalki z kilkoma szafkami. Napuściłam wody do wanny, dolałam płynu do kąpieli, zdjęłam z siebie ubrania i weszłam do gorącej wody. Porządnie się umyłam i po 30 minutach wyszłam z łazienki z mokrymi włosami, ubrana w piżamę składającej się z za dużej koszulki i krótkich spodenek. Kiedy weszłam do pokoju odłożyłam rzeczy na półkę w szafie i położyłam się spać. Od razu zasnęłam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prolog

Rozdział 12

Rozdział 15