Rozdział 5

Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca idealnie padające na moją twarz. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 8, co oznaczało, że do śniadania została mi tylko godzina. Wstałam po czym podeszłam do szafy, aby wyjąć z niej ubrania. Był dziś wypad do Hogsmeade, więc postanowiłam założyć czarne rurki i beżową bluzkę w czarne paski, która odkrywała ramiona. Poszłam do łazienki wziąć szybką kąpiel i się ogarnąć. Po 30 minutach wróciłam do swojego pokoju odłożyć rzeczy. Zanim wyszłam przejrzałam się w lusterku. Na głowie teraz zamiast szopy, którą miałam we wcześniejszych latach, miałam kasztanowe, falowane włosy sięgające mi do łopatek.
Wyszłam z dormitorium i ruszyłam na śniadanie. Idąc korytarzami zamku zastanawiałam się, jak będzie wyglądał ten rok szkolny. Teoretycznie rok jak rok, ale teraz, kiedy Harry’ego i Rona nie ma obok. Szłam ze spuszczoną głową. Nagle na kogoś wpadłam.
-Przepraszam. - powiedziałam i chciałam iść dalej, jednak powstrzymała mnie pewna ciemnowłosa dziewczyna.
-Granger, poczekaj! - odwróciłam się w stronę dziewczyny. - Czy… Czy mogłybyśmy porozmawiać? - zapytała trochę zdenerwowana Pansy. Głos jej drżał, a ręce lekko się trzęsły.
-Tak, jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem - O co chodzi?
-No bo… - zaczęła i wzięła głęboki oddech - ja chciałabym Cię przeprosić. Za te wszystkie wyzwiska, za te wszystkie upokorzenia i za - tu zrobiła krótką przerwę na zastanowienie - i za wszystko inne. - zaśmiałam się pod nosem - To jak będzie? Wybaczysz mi? - zapytała z nadzieją i skruchą w oczach.
-Cóż, w normalnym przypadku uznałabym to za głupi żart i pewnie bym odeszła bez słowa. - powiedziałam, a Pansy kiwnęła smutno głową - Ale... - zaczęłam, a ona spojrzała na mnie czarnymi oczami z nadzieją - Wiem, o tym, jak potraktowałaś Gin i że ona też Ci wybaczyła. To też Ci wybaczam. - powiedziałam niby obojętnie, jednak po chwili się uśmiechnęłam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę. - powiedziała z widoczną ulgą - To co? Idziemy na śniadanie?
-Jasne. Umieram z głodu. - zaśmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę Wielkiej Sali.
Pansy, tak jak mówiła Ginny, była naprawdę dobrą kompanką do rozmów. Okazało się, że miałyśmy wiele wspólnych tematów. To było dziwne uczucie. Nigdy nie sądziłam, że dogadam się z osobą, która upokarzała mnie na każdym kroku przez tyle lat.
-Wiesz co? Myślałam, że jesteś inna. - powiedziałam do ślizgonki.
-Czyli jaka?
-No wiesz, że w głowie tylko makijaż, chłopcy. Czytaj Malfoy. - powiedziałam, a ona zaczęła się śmiać.
-Tak wiem. Kiedyś taka byłam. - powiedziała kiedy przestała się śmiać. - Teraz zrozumiałam, że to było bez sensu, bo tylko zrażałam do siebie bliskie mi osoby.
Kiedy skończyła mówić stanęłyśmy w przejściu Wielkiej Sali. Wszyscy patrzyli na nas z niemałym szokiem. Bo przecież nie zawsze widzi się dwie najbardziej znienawidzone przez siebie osoby rozmawiające jak gdyby nigdy nic.
-Idę do swojego stołu. Idziesz później do Hogsmeade? - spytała czarnooka.
-Tak idę, a czemu pytasz?
-Tak sobie pomyślałam, że może poszłybyśmy razem? I wzięłybyśmy jeszcze ze sobą Weasley. Wiesz, żeby się lepiej poznać.
-Jasne, byłoby miło, jednak jesteśmy już umówione. - powiedziałam z przepraszającym uśmiechem.
-Jasne, rozumiem. - powiedziała lekko zawiedziona.
Pożegnałyśmy się, po czym udałyśmy się do swoich stołów. Nie zwracałam uwagi na wszystkie spojrzenia skierowane w moją stronę. Odnalazłam wzrokiem przyjaciół i usiadłam obok nich.
-Dzień dobry. - powiedziałam i nałożyłam sobie 2 tosty na talerz.
-Ta, ta. Cześć. - powiedział Harry. Nawet nie podniósł na mnie wzroku.
-Coś się stało? - zapytałam.
Spojrzał na mnie wzrokiem “chyba sobie kpisz”, ale nic nie powiedział.
-No co?! - powiedziałam trochę za głośno, bo kilka osób spojrzało w moją stronę.
-Naprawdę nie wiesz? - zapytał. Ja tylko pokręciłam głową - Nie wierzę, że Ginny Ci nie powiedziała.
Od razu wszystko zrozumiałam.
-Chodzi o to, że zerwaliście?
-Poprawka. To ona zerwała ze mną.
-Idziecie z nami dzisiaj do Hogsmeade? - zapytałam, aby zmienić temat.
-Z nami? czyli z kim? - zapytał Potter.
-No ja, George… - zaczęłam, jednak Ron, cały czerwony na twarzy, mi przerwał.
-Nie rób z nas idiotów. George już dawno nie chodzi do naszej szkoły.
Spojrzałam w stronę stołu przy którym siedzieli nauczyciele. Czy miejsca po prawej stronie Profesor Mcgonagall siedziała ruda czupryna starszego brata Rona.
-Nie? To powiedz mi proszę, kto siedzi przy stole nauczycielskim i je teraz śniadanie?
Chłopcy jak jeden mąż spojrzeli na stół nauczycielski. Kiedy Go zobaczyli jedynie otworzyli usta ze zdziwienia. Czułam wtedy niemałą satysfakcję. Minęło dobre kilka minut, zanim chłopaki wyszli z szoku.
-Co on tam robi? - zapytał z niedowierzaniem zielonooki Gryfon.
-Kiedy wy się widzieliście, że już się umówiliście? - zapytał drugi Gryfon.
- Kiedy się dowiedziałaś, że on tu w ogóle będzie? - powiedzieli w tym samym momencie, co wyglądało naprawdę komicznie.
-Po pierwsze. Pani Hooch odeszła, a że on przed wakacjami ubiegał się o to stanowisko dostał je zaraz po niej. Po drugie. Wczoraj wieczorem przyszedł do mnie do dormitorium i rozmawialiśmy.
Znowu otworzyli usta ze zdziwienia.
-To jak? Idziecie z nami? - spytałam z uśmiechem, bo wiedziałam jaka będzie ich odpowiedź.Oni tylko spojrzeli po sobie i powiedzieli “No jasne”. Dokończyłam jeść tosta, kiedy przede mną znalazła się kartka złożona na 4 części. “O 12 w Sali Wejściowej”. Po przeczytaniu kartki rozejrzałam się. Napotkałam wzrok rudowłosego (już oficjalnie) nauczyciela.

-Dobra, to o 12 w Sali Wejściowej. - powtórzyłam treść liściku i wstałam od stołu. Po chwili szłam już na 4 piętro. Będąc przed portretem byłego nauczyciela i dyrektora Hogwartu wypowiedziałam hasło i weszłam do środka. Salon był pusty. Była dopiero 10:30, co oznaczało, że miałam jeszcze półtorej godziny do wyjścia. Podeszłam do biblioteczki i wyciągnęłam z niej pierwszą lepszą książkę, po czym usiadłam na fotelu i zaczęłam czytać. Było tak cicho i spokojnie, że nie zauważyłam, kiedy zapadłam w sen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prolog

Rozdział 12

Rozdział 15